Komisja Europejska zdecydowała, że zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie kar finansowych na Polskę za nieprzestrzeganie decyzji ws. środków tymczasowych z 14 lipca. Postanowienie związane jest z funkcjonowaniem Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
Dziś o to działanie pytany był w programie "W punkt" europoseł Jacek Saryusz-Wolski.
- Komisja Europejska rozumie tylko język siły. Należy postępować zgodnie z tym, co mówi polski Trybunał Konstytucyjny, bo on jest najwyższym autorytetem w dziedzinie prawa, i trzymać się stricte traktatu o UE, artykułów 4. i 5., które mówią o kompetencjach UE i szacunku do nienaruszalności tożsamości konstytucyjnej - czyli robić to, co inne kraje, nie wdawać się w tłumaczenie, że nie jesteśmy wielbłądem
- powiedział gość Katarzyny Gójskiej.
Dodał, że organy unijne próbują rozszerzać swoje kompetencje i wybrano już ofiarę, którą jest Polska.
- Gdy się da jeden palec, wezmą całą rękę, potem przedramię, całe ramię... Ewentualnymi ustępstwami tylko zachęcamy drugą stronę do dalszej agresji, to jest bardzo widoczne w tym, co dzisiaj napisała i powiedziała pani Jourova czy pan Reynders. Skoro idzie tak dobrze - cytuję - że Polska pod straszakiem Trybunału Sprawiedliwości UE zrobi coś, w domyśle zamknie Izbę Dyscyplinarną, to jest argument, by działać dalej, dalej wywierać presję
- stwierdził eurodeputowany.
Prowadząca zwróciła uwagę na kontekst wydarzeń, w jakim pojawia się wniosek Komisji Europejskiej - trwający kryzys na granicy polsko-białoruskiej, manewry Zapad-2021.
- Jeśli przeczyta się doniesienia rosyjskiej prasy, one relacjonują z ogromnym entuzjazmem to, co robi z Polską Komisja Europejska. Jak można - po drugie - domagać się ochrony, a jednocześnie samemu uderzać. To jest wzięcie w dwa ognie. Rosji jest na rękę osłabienie Polski, a Bruksela chce osłabić Polskę, która nie chce się zgodzić na dyktat
- mówił Jacek Saryusz-Wolski.