- Powiedzieli, że sklepy teraz należą do nich, a handel będzie odbywał się pod ich kierownictwem
- pisze Suspilne o rosyjskich najeźdźcach, powołując się na relację jednego z pracowników, który był w tym czasie na miejscu.
"Jakoś o godz. 11 przyszli. Do naszego centrum weszło 15-20 wojskowych z bronią. Terenówkami zastawili wszystkie wyjazdy, wjazdy, nikogo nie przepuszczali. Później przyjechał jeszcze pojazd - wojskowy, 20 osób z niego wysiadło" - opowiada pracownik.
Rosjanie rozkazali personelowi, by pozostawał na miejscu, zaś ochroniarzy położono na podłodze. Pracowników nie bito, lecz przetrzymywano ich do godz. 15-16 po południu. W sklepie było ok. 40 członków personelu.
Następnego dnia Rosjanie zebrali wszystkich pracowników i powiedzieli, że sklepy należą do nich i zaproponowali, by dla nich pracować.
- Kto nie chce, proszę odejść. Około 20 proc. pracowników zostało. Pozostali zabrali rzeczy. Pracownikom nie grożono
- dodaje świadek. Z kolei wczoraj na spotkaniu miał być obecny "cywil", który stwierdził, że będzie zarządzać sklepami. Mężczyzna powiedział, że jest z Rosji.