Ponad 48 godzin temu rozpoczęła się "Epicka Furia", czyli operacja przeciwko Iranowi. Ze strony USA bierze w niej udział ponad 50 tys. żołnierzy, 200 myśliwców, dwa lotniskowce i bombowce. Admirał Brad Cooper, dowódca Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) przyznał, że "kolejne zdolności są w drodze". Podkreślił też, że jest to największe nagromadzenie amerykańskich sił na Bliskim Wschodzie od pokolenia.
Od początku operacji przeciwko Iranowi amerykańskie siły zaatakowały ok. 2 tys. celów w tym kraju, zniszczono 17 irańskich okrętów - poinformował Cooper.
Szczegóły w tekście: "Epicka Furia" w liczbach. Amerykanie zaatakowali ok. 2 tys. celów w Iranie i zniszczyli 17 irańskich okrętów
Rozjazd europejskiej narracji
Kraje Unii Europejskiej nie pozostają zgodne w kwestii samej akcji wymierzonej w Iran. Część państw staje po stronie USA, z kolei inne - krytykują operację, określając ją bezprawną. Kwestii tej przyjrzał się Michał Rachoń w swoim programie na antenie Republiki. W rozmowie z Janem Kanthakiem, posłem PiS, zastanawiał się, z czego wynika różnica zdań członków UE w tak ważnej sprawie.
- Jesteśmy po 48 godzinach operacji "Epicka Furia". Jesteśmy po pierwszym dniu, kiedy jesteśmy w stanie pokazać totalny rozjazd pomiędzy państwami Unii Europejskiej w stosunku do Stanów Zjednoczonych i tej operacji. Premier Hiszpanii mówi, że nie zgodzi się na używanie hiszpańskich bez w tej sprawie, prezydent Francji nazywa operacją "niezgodną z prawem międzynarodowym", a Merz w Białym Domu mówi, że ją popiera. Jednocześnie, w Sejmie słyszeliśmy w piątek, że my mamy budować swoje bezpieczeństwo wspólnie z Unią Europejską - zauważył dziennikarz.
Ten podział w Unii Europejskiej przebiega trochę również podziałami politycznymi. Pamiętajmy, że w Hiszpanii rządzi socjalista, Macron tworzy swoją partię, czyli jeszcze inną frakcję europejską, a kanclerz Merz to jeszcze inna frakcja - EPP. Rzeczywiście, warto to podkreślać. Europa nie jest jednorodna, jeśli chodzi o podejście stosunku do zagrożeń, które dotykają - a potencjalnie mogą dotykać - naszego regionu. Jedynym realnym sojusznikiem, na którym można bazować swoją przyszłość, dalekosiężne plany, to są Stany Zjednoczone, które wróciły do roli strażnika. Niestety, za prezydentury Baracka Obamy i Joe Bidena mieliśmy bezobjawową rolę USA na świecie. To powodowało, że te reżimy w różnych stronach świata się bardzo dobrze urządzały, korzystały z bierności USA. Donald Trump wywrócił ten stolik i metodą "salami" ogranicza wpływy tej osi zła, do której należą Chiny, Rosja, należała też Wenezuela i Iran. Z punktu widzenia polskich interesów, decyzje podejmowane przez administrację amerykańską, są korzystne, ponieważ zwiększają długofalowe bezpieczeństwo.
– ocenił Kanthak.
Dodał: "teraz mierzymy się z pewnymi efektami tego ataku, ale jest to duża mniejsza skala tego, z czym moglibyśmy się mierzyć, gdyby to tamte państwa podjęły decyzję o ataku".
Rachoń zwrócił uwagę, że "jest duże środowisko, które kwestionuje sojusz z USA, jako fundament i mówią, że europejska autonomia strategiczna ma być elementem naszego bezpieczeństwa, a trzy najważniejsze, największe państwa poza Polską, mówią co innego na temat kluczowej sprawy".
Ale to wynika z pewnej strategii europejskiej, którą kierują Niemcy. Widzimy to od początku. Chodzi o próby stworzenia superpaństwa europejskiego. Jeśli Niemcy chcą tu mieć niekwestionowane przywództwo, to chcą, żeby USA trzymały się z dala od naszego regionu. Niestety, Niemcy są sprytniejsze, bo mają chłopca na posyłki. Wysyłają Donalda Tuska, żeby konfliktować się z administracją prezydenta Trumpa. On chętnie wchodzi w te buty, dlatego że jest niemile widziany w Białym Domu - po jego wypowiedziach, gestach z palcami. On w naturalny sposób wszedł w rolę człowieka, który będzie cały czas próbował szukać napięć w relacjach z USA. Niemcy w tym czasie, pan Merz, jedzie do Donalda Trumpa i nawet mówi, że dobrze, iż pohukuje na Hiszpanię. Zresztą słusznie, bo ta nie wydaje wystarczająco dużo na zbrojenia. Za plecami Donalda Tuska rozgrywana jest prawdziwa polityka. Zresztą - sam Brexit, o czym pisały brytyjskie media, to Donald Tusk miał naciskać.
– wskazał poseł PiS.