O tym, jak bardzo boli eurokratów krytyka ich działań w mediach społecznościowych, można było przekonać się podczas tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. To właśnie tam ogłoszono powstanie inicjatywy, u której podstaw legły rosnące obawy Unii Europejskiej przed zalewem "propagandowymi treściami" z USA.
Start [platformy - red.] przypada na ten sam czas, co najpoważniejszy kryzys w stosunkach amerykańsko-europejskich od czasów II wojny światowej
– napisał o W Michał Jarlner, publicysta duńskiego lewicowo-liberalnego dziennika "Politiken", nawiązując do napięć między Danią a USA w sporze o Grenlandię.
Zacieśnienie unijnej kontroli nad tym, co użytkownicy publikują za pośrednictwem platform społecznościowych, to zresztą jeden z tegorocznych priorytetów Komisji Europejskiej, która podejmowane przez siebie działania cenzorskie i inwigilacyjne maskuje od dawna okrągłymi stwierdzeniami o zapewnianiu "bezpieczeństwa w sieci" czy zapobieganiu "podziałom" albo ekspozycji obywateli na "nękanie w sieci, kontakt z uzależniającymi algorytmami oraz skomplikowanymi warunkami użytkowania produktów on-line".
Cenzura czy weryfikacja?
Zagadnienie, które już teraz budzi najwięcej wątpliwości i kontrowersji, to fakt, że aby założyć konto w nowym serwisie i udzielać się w nim, niezbędna będzie przejście procesu weryfikacyjnego, który potwierdzi tożsamość użytkownika na podstawie urzędowego dokumentu ze zdjęciem. Ma to zapobiec udzielaniu się w portalu bytów wykreowanych przez AI, sztuczną inteligencję lub trolli.
W całej Europie i poza nią systemowa dezinformacja podważa zaufanie publiczne i osłabia demokratyczny proces decyzyjny. Wielu dostrzega ten problem. Znacznie mniej osób pomaga kształtować to, co idzie w kolejnym kroku. Uważamy, że istnieje pilna potrzeba stworzenia nowej platformy mediów społecznościowych, zarządzanej i hostowanej w Europie, która rządzić się będzie weryfikacją użytkowników, wolnością słowa oraz ochroną danych osobowych
– napisała na portalu Linked In Anna Zeiter, szefowa nowego przedsięwzięcia, która przez ponad 10 lat odpowiadała za wdrażanie sztucznej inteligencji oraz ochronę danych osobowych w platformie do handlu on-line e-Bay.
W wywiadzie, jakiego Zeiter udzieliła szwajcarskiemu magazynowi gospodarczemu "Bilanz", powiedziała, że "należy promować pozytywną, pełną szacunku komunikację", a treści na nowej platformie poddawane będą przeglądowi pod kątem swojej wartości przez grupę weryfikatorów.
Choć szczegóły odnośnie zapowiedzianego procesu nie są jeszcze znane, to nieco ponad rok wcześniej z podobnego sposobu weryfikowania treści wycofał się Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, mówiąc wprost o "terrorze poprawności politycznej" i o stronniczości, której kontrolerzy treści nie potrafili uniknąć.
In Davos, there’s a launch of a new social media platform called “W” to counter the misinformation on other social media platforms. Here’s part of their introductory video at the debut event. They tout actual verification and no bots, and being hosted on European servers. pic.twitter.com/hkr7tuCktc
— Ishaan Tharoor (@ishaantharoor) January 19, 2026
Silne związki platformy W z polityką
Platforma należeć będzie do szwedzkiej spółki medialnej We Don't Have Time (ang. Nie mamy czasu), która finansowała nowe przedsięwzięcia od samego początku, a jej standardową działalnością pozostaje... aktywizm klimatyczny. Do zarządu firmy zaproszeni zostali m.in. były wicekanclerz Niemiec Philipp Rösler, dwóch ex-ministrów Szwecji oraz Sandrine Dixson-Declève, przewodnicząca lewicowego Klubu Rzymskiego.
To niejedyne związki platformy W z polityką. Za jej powstaniem lobbowali również członkowie Parlamentu Europejskiego, którzy na początku tego roku wystosowali do Komisji Europejskiej list otwarty. Domagali się w nim wsparcia Brukseli (także finansowego) dla prywatnych inicjatyw, które mają na celu rozwijać europejskie media społecznościowe. U podstaw apelu miała rzekomo lec troska o respektowanie europejskich regulacji przez globalnych gigantów technologicznych.
Zeiter jasno dała również do zrozumienia, że sukces platformy W w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy politycy - szczególnie ci z Brukseli - porzucą X na rzecz W.
Wersja testowa portalu ma ruszyć latem bieżącego roku, a jej publiczne uruchomienie zaplanowane jest na koniec 2026.
W tle konflikt Komisji Europejskiej z Elonem Muskiem i amerykańską administracją
Nie bez znaczenia dla powstania tego nowego projektu jest fakt, że Elon Musk, generujący na X ogromne zasięgi, jawnie krytykuje działania instytucji Unii Europejskiej z Komisją Europejską na czele, w czym ma zresztą mniej lub bardziej dyskretne wsparcie amerykańskiej administracji.
W grudniu ubiegłego roku konflikt między Muskiem a Unią Europejską zaostrzył się, kiedy Komisja Europejska nałożyła na X grzywnę w wysokości 120 milionów euro w wyniku dochodzenia w sprawie naruszeń unijnej ustawy o usługach cyfrowych (Digital Service Act). Musk uznał argumentację komisarzy za wydumaną, a sekretarz stanu USA Marco Rubio w odwecie objął 23 grudnia zakazem wjazdu do USA pięciu Europejczyków.
Departament Stanu podejmuje zdecydowane działania przeciwko pięciu osobom, które przewodziły zorganizowanym działaniom mającym na celu zmuszenie amerykańskich platform do cenzurowania, demonetyzacji i tłumienia amerykańskich poglądów, którym się sprzeciwiają
– przekazał Rubio w swoim komunikacie, lecz nie ujawnił w nim, o kogo może chodzić.
To kolejne wyzwanie, rzucone platformie X, która wcześniej była znana jako Twitter. Zmiana jej nazwy stała się symboliczna, gdy serwis został kupiony przez Elona Muska. Musk, były bliski doradca Donalda Trumpa, kilka lat temu wdrożył nowe zasady działania X: zapowiedział brak cenzury i nieograniczoną wolność słowa w serwisie. Był to jego wyraz sprzeciwu wobec polityki poprzedniego właściciela, który m.in. skasował konto byłego wówczas prezydenta USA, Donalda Trumpa, ze względu na jego poglądy.
Decyzja Muska, by poluzować cenzorskie ograniczenia, spotkała się ze sprzeciwem środowisk liberalnych i lewicowych. Ich przedstawiciele, w ramach sprzeciwu, porzucili platformę X na rzecz BlueSky oraz Mastodona, upierając się, że decyzja Muska doprowadziła do drastycznego spadku poziomu toczących się na X dyskusji i do zalewu dezinformacją.
Była to druga taka sytuacja w ciągu ostatnich 5 lat. Kiedy poprzednie szefostwo portalu, który działał jeszcze jako Twitter, skasowała w styczniu 2021 oficjalne konto ex-prezydenta USA Donalda Trumpa, rozgorzała dyskusja o granicy wolności słowa w internecie, a wielu użytkowników Twittera, w geście solidarności z Trumpem, przeniosło się na serwisy społecznościowe takie jak Parler czy Gab lub na założony przez zbanowanego Trumpa Truth Social.
W obu przypadkach okazało się jednak, że konkurencyjne wobec X media społecznościowe nie mogą mierzyć się z popularnością tej największej internetowej agory, zrzeszającej polityków, dziennikarzy, celebrytów i zwykłych użytkowników z całego świata. Dlatego też próba podjęta przez szwedzkich biznesmenów oraz brukselskich polityków budzi tyle zainteresowania z pewną dozą sceptycyzmu co do powodzenia całej inicjatywy.