Turecki kontyngent operuje z estońskiej bazy w Amari niedaleko Tallinna, gdzie pięć myśliwców F-16 jest w całodobowej gotowości do startu. Turcy przejęli zadania od Portugalczyków, którzy zakończyli swoją misję.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
– Dotychczas raz, dwa albo nawet trzy razy w tygodniu piloci musieli podrywać myśliwce i identyfikować statki powietrzne z kraju, który nie jest wobec nas przyjazny. Kontakt wzrokowy z rosyjskim myśliwcem to coś, czego nie można doświadczyć w Portugalii. Dlatego każdy kraj, który przybywa do Estonii, znajduje się z pewnością w nieco innej sytuacji
– powiedział Pevkur, cytowany w sobotę przez serwis radia ERR.
Misja tureckich sił powietrznych na terenie Estonii zakończy się w listopadzie. Włosi w ramach rozpoczynającej się nowej misji obrony przejęli z kolei zadania na Litwie. Państwa bałtyckie nie dysponują własnymi siłami powietrznymi.
Na szczycie NATO w Ankarze, który odbył się w lipcu, państwa Sojuszu zdecydowały, że funkcjonująca od ponad 20 lat rotacyjna misja patrolowania przestrzeni państw bałtyckich (Baltic Air Policing) zostanie przekształcona w misję obrony powietrznej tego regionu (Air Defense Mission) i będzie realizowana z baz w Estonii oraz z Litwy. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej NATO wzdłuż wschodniej flanki. Apelowały o to władze państw bałtyckich w związku z coraz większą liczbą przypadków naruszenia przestrzeni przez rosyjskie samoloty wojskowe, w tym myśliwce, a także z powodu incydentów z udziałem obcych dronów