7 styczniu 2026 roku prezydent Donald Trump podjął decyzję o wycofaniu Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji międzynarodowych, z których aż 31 to różne agencje i organy Organizacji Narodów Zjednoczonych. W swoim oświadczeniu Sekretarz Stanu Marco Rubio uznał te podmioty za "rozrzutne, nieefektywne lub szkodliwe". W mediach szeroko dyskutowane są aspekty ideowe tej wolty, czemu sprzyja zresztą tradycyjnie bardzo obrazowa i dosadna retoryka Białego Domu. Padające z jego strony zarzuty o sprzyjanie postępowej agendzie czy "oszustwo klimatyczne" czy służenie "skompromitowanej fantazji Końca Historii" i tak należą do najłagodniejszych. Warto jednak przyjrzeć się gospodarczym aspektom wycofania się z przynajmniej części zobowiązań wynikających z podpisanych umów międzynarodowych.
Oszczędności budżetowe, które mają być efektem rezygnacji z członkostwa w wybranych instytucjach, nie są kluczowym argumentem. Przy tak wielkiej gospodarce, jak amerykańska, wysokość składek członkowskich czy innych opłat jest zaniedbywalna. Inna sprawa, że w sytuacji kiedy USA odpowiadają za ponad 1/5 budżetu ONZ, Amerykanie mogą nie być zachwyceni brakiem efektywności organizacji i promowaną przez nią polityką, którą często postrzegają jako nieprzychylną sobie. O permanentnym kryzysie finansowym, w jakim tkwi od lat ONZ, nawet nie wspominając.
Koniec marzeń o zeroemisyjności?
W przypadku porozumień i polityki klimatycznej przyczyna leży w ograniczeniach, jakie układy te nakładają na produkcję energii z paliw kopalnych oraz w sceptycznym podejściu do energetyki nuklearnej. USA jako pierwsze państwo wycofują się z Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC) przyjętej w 1992 r. Opuszczą także Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) i Międzynarodową Agencję Energii Odnawialnej (IRENA). Retoryka administracji prezydenta Trumpa w tej kwestii jest powszechnie znana. Jednak niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z opinią, że antropogeniczne zmiany klimatu to "oszustwo", przyczyn tej decyzji należy poszukiwać w sferze gospodarczej. Wówczas oskarżenia Białego Domu o "ekstremalne polityki klimatyczne" czy "ortodoksję klimatyczną" kierowane wobec tych organizacji nabierają innego wydźwięku.
Przede wszystkim administracja prezydenta Trumpa wprost dąży do reindustrializacji Stanów Zjednoczonych. Dotychczas przybierało to postać polityki "kija i marchewki" wobec różnych korporacji w celu nakłonienia ich do sprowadzenia bądź utrzymania już istniejącej produkcji przemysłowej w USA. Czasem były to zachęty, ulgi i udogodnienia, czasem cła i taryfy importowe. Bezspornie jednak, utrzymanie konkurencyjności odbudowywanego przemysłu względem analogicznej produkcji np. w Chinach lub Indiach musi oznaczać zwiększony popyt na tanią energię. USA, prawdziwe imperium węglowodorów kopalnych, może w łatwy sposób zapewnić sobie jej odpowiednią podaż zwiększając wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego.
Drugi czynnikiem wpływającym na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię w USA jest trwająca IV rewolucja przemysłowa, która właśnie wchodzi w nowy etap wraz z rozwojem technologii sztucznej inteligencji i robotyki. Z jednej strony, oszczędności, jakie mogą wynikać z automatyzacji procesów biznesowych i odciążenia człowieka, przyniosą z pewnością ogromne zyski. Abstrahując od obaw o ewentualne kryzysy i niepokoje wynikające z nieuchronnej zmiany struktury zatrudnienia, należy zwrócić uwagę na aspekt energetyczny: dla przykładu, aby udzielić odpowiedzi na to samo proste zapytanie, duże modele językowe potrzebują dziesięć razy więcej energii elektrycznej niż tradycyjne wyszukiwarki internetowe. A to przecież tylko niewielki wycinek zakresu wykorzystania sztucznej inteligencji.
[polecam:https://blaskonline.pl/time-odpala-bombe-czlowiekiem-roku-zostaja-architekci-ai-wsrod-nich-elon-musk/]
Szereg przełomowych decyzji
Aby uzmysłowić sobie skalę problemu, wystarczy spojrzeć na inwestycje czołowych amerykańskich koncernów technologicznych w energetykę w ostatnich dwóch latach. Zaledwie kilka dni temu (w piątek 9.01 - red.) Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, podpisała największy w historii USA pakiet umów na dostawy energii elektrycznej z elektrowni atomowych. Łącznie opiewa on na 6,6 GW mocy przez 10 lat - to więcej niż np. zużywa stan New Hampshire.
Google z kolei 22 grudnia ubiegłego roku ogłosiło zakup Intersect Power za 4,75 mld dolarów. Wcześniej, w październiku 2024 roku, spółka odważnie zainwestowała w nowoczesną, jeszcze niewdrożoną technologię modułowych reaktorów jądrowych chłodzonych stopionymi solami. Koncern zdecydował się na umowę ze spółką Kairos Power, mimo że pierwszy reaktor zostanie oddany do użytku najwcześniej w 2030 r.
Microsoft z kolei wykłada 1,6 mld USD na reaktywację słynnego reaktora Three Mile Island - miejsca jedynej katastrofy nuklearnej w historii USA. Jeszcze bardziej radykalnie postępuje Oracle, które zapowiedziało całkowite odcięcie się od dostaw z sieci zewnętrznych na rzecz stworzenia własnego potencjału wytwórczego, opartego na energetyce jądrowej, gazowej i odnawialnej. Suma wszystkich transakcji przejęć i zakupu na rynku produkcji energii w USA wyniosła w roku 2025 prawie 142 mld USD. W roku 2024 było to "tylko" 28 mld.
Walka o pozycję lidera
Opisany trend będzie w najbliższych latach nadal rósł. Znamienny w tym kontekście jest list, jaki spółka OpenAI, właściciel osławionego ChatGPT, wystosowała do administracji prezydenta Trumpa w listopadzie 2025 r. Postuluje w nim, aby co roku w USA przyłączać do sieci co najmniej 100 GW nowych mocy wytwórczych. W przeciwnym razie Stany Zjednoczone mogą utracić pozycję lidera w rozwoju dużych modeli językowych. 100 GW to więcej niż utrzymuje cały polski system elektroenergetyczny. Amerykański Departament Energii szacuje, że w 2028 r. centra danych niezbędnych do rozwoju AI będą zużywały 6,7-12,0 proc. całej energii elektrycznej w USA. W kolejnych latach wzrost będzie jeszcze szybszy. Według jednego z szacunków, w 2030 r. centra danych w Stanach Zjednoczonych będą rocznie pochłaniać 945 terawatogodzin energii elektrycznej (tWh)... a więc tyle, co cała gospodarka Japonii.
[polecam:https://filarybiznesu.pl/innowacje/nowe-technologie/czy-technologia-kwantowa-przewyzszy-sztuczna-inteligencje/a28570]
Oczywiście nie oznacza to, że technologie produkcji energii z tzw. źródeł odnawialnych nie będą rozwijane. Brutalna prawda jest jednak taka, że ani era paliw kopalnych ani tym bardziej energetyki nuklearnej jeszcze się nie skończyły. Bez zwiększania podaży energii ze stabilnych źródeł generacji nie będzie można sprostać rosnącemu apetytowi na energię amerykańskiego przemysłu i sektora IT. Co gorsza, na tym tle polityka energetyczno-klimatyczna Unii Europejskiej wygląda jak rozłożone na raty samobójstwo. Pakietem Fit for 55 i system handlu emisjami ETS już powoduje, że produkcja przemysłowa w Europie w zasadzie jest nieopłacalna. A plany redukcji emisji CO2 idą przecież jeszcze dalej, aż do 90 proc. włącznie w 2040 r., z zupełnie nierealnymi postulatami zeroemisyjności gospodarki lub wręcz emisyjności ujemnej, bo i takie się pojawiają.
Rzecz jasna, organizacje związane z ochroną klimatu to tylko niewielka grupa z 66 wymienionych w prezydenckim memorandum z 7 stycznia br. Jednak już ten przykład pokazuje, że niezależnie od populistycznej retoryki Donalda Trumpa, za różnymi decyzjami Białego Domu kryją się konkretne interesy i twarda walka o wpływy. W tym przypadku - potrzeby energetyczne sektora, który ma przedłużyć okres dominacji technologicznej USA w świecie.