Debata rozpoczęła się od sporu na temat gospodarki. Kamala Harris, mówiąc szybko i pewnie, podkreśliła swoją wizję wsparcia dla amerykańskiej klasy średniej. „Jestem właściwie jedyną osobą na tej scenie, która ma plan dotyczący wsparcia klasy średniej i pracujących ludzi Ameryki. Wierzę w ambicje, aspiracje i marzenia Amerykanów. Dlatego wyobrażam sobie i faktycznie mam plan budowy tego, co nazywam gospodarką szans” - podkreśliła Harris.
Trump nie pozostał dłużny, krytykując zarówno samą Harris, jak i jej współpracę z Joe Bidenem. „Ona nie ma planu,” stwierdził Trump, dodając, że Harris skopiowała plan Bidena, który porównał do książki dla dzieci.
Oskarżenia o inflację i politykę podatkową
Trump uderzył także w Harris za rekordową inflację, która miała miejsce podczas administracji Bidena i Harris. Harris z kolei zaczęła debatę od ataku na politykę podatkową Trumpa, oskarżając go o wprowadzenie „cięć podatków dla miliarderów” oraz nazywając jego cła „Trumpowym podatkiem od sprzedaży”. Trump bronił swojej decyzji o wprowadzeniu ceł na chińskie produkty, podkreślając: „Nie mam podatku od sprzedaży, to nieprawdziwe stwierdzenie, ona o tym wie,” oraz przypominając, że administracja Bidena utrzymała te same cła.
Personalne ataki i zarzuty o zmienne poglądy
Trump nie omieszkał również zaatakować Harris na poziomie osobistym, nazywając ją „marksistką” i odnosząc się do jej ojca, profesora ekonomii. „Ona jest marksistką. Wszyscy wiedzą, że jest marksistką. Jej ojciec to profesor ekonomii marksistowskiej. Dobrze ją nauczył,” stwierdził Trump.
Trump zarzucił także Harris zmienność poglądów na przestrzeni lat: „Wszystko, w co wierzyła trzy lata temu i cztery lata temu, poszło w niepamięć,” mówił Trump.