Sprawa została ujawniona kilka dni temu przez portal Politico. Jego dziennikarze ustalili, że 23 października Hallie Biden, wdowa po tragicznie zmarłym najstarszym synu Bidena Beau, z którą w tamtym czasie Hunter miał głośny romans, dostała złych przeczuć i przeszukała jego samochód. Znalazła w nim rewolwer kalibru .38 i postanowiła się go pozbyć. Pojechała więc do pobliskiego sklepu w Wilmington i wrzuciła go do kosza na śmieci. Dzień później powiedziała o tym Hunterowi a ten kazał jej go odzyskać. Kiedy kobieta wróciła pod sklep broni już nie było. Zaczęła więc zadawać pytania jego pracownikom. Kierownik tego sklepu Paula Janssen domyśliła się co zaszło i poinformowała o tym policję.
Policjanci potraktowali zgłoszenie kobiety bardzo poważnie, tym bardziej, że po drugiej stronie ulicy znajdowała się szkoła. W śledztwie w sprawie zaginionej broni pomagało im także FBI, które już wtedy prowadziło śledztwo w sprawie podatków Huntera Bidena oraz ATF – federalna agencja która zajmuje się także kwestiami broni palnej. Na szczęście dla wszystkich po kilku dniach broń się odnalazła – znalazł ją i oddał lokalny kloszard.
Wcześniej policjanci zaprosili Huntera na wizję lokalną. W jej trakcie syn Bidena zeznał, że kupił tę broń aby poćwiczyć strzelanie. Wykazał się też rasizmem – widząc przechodzących obok dwóch Latynosów w firmowych ubraniach miał powiedzieć policjantom, że sklep który zgłosił znalezienie broni zatrudnia podejrzane osoby i że są to prawdopodobnie nielegalni imigranci. Kiedy policjant spytał go o to czy ta broń była użyta w jakimś przestępstwie Hunter stał się bardzo nerwowy – w takim stopniu, że policjanci spytali go, czy jest pod wpływem narkotyków lub alkoholu. W końcu zeznał im, że Hallie martwiła się, że ma tę broń bo chce popełnić samobójstwo.
Politico ujawniło jednak, że oprócz FBI i ATF w sprawę zaangażowało się również Secret Service, federalna agencja której głównym zadaniem jest ochrona prezydenta i innych polityków czy dyplomatów. Dwóch jej agentów miało odwiedzić sklep Starquest Shooters w którym Hunter kupił broń. Zażądali od jego właściciela wydania dokumentacji dotyczącej zakupu broni przez syna Bidena. Oczywiście nie tylko nie mieli do tego prawa, ale była to również bezprawna ingerencja w śledztwo prowadzone przez policję stanową i FBI. Właściciel miał przeczucie, że jeśli im ją wyda to ją zniszczą aby kryć Huntera gdyby zagubiona broń została np. użyta w trakcie przestępstwa. Odmówił im i agenci wyszli z niczym, dopiero później przekazał tę dokumentację agentom ATF.
Oprócz ingerencji Secret Service w sprawie jest jeszcze jedno dno. Wiele wskazuje, że Hunter kupił tę broń nielegalnie. Dziennikarze Politico dotarli bowiem do tej dokumentacji i ujawnili, że Biden kupił ten rewolwer 12 października 2018. W USA przed zakupem broni każdy klient musi wypełnić specjalny kwestionariusz ATF Form 4473, który następnie jest przekazywany FBI. Jej agenci sprawdzają prawdziwość zamieszczonych w nim informacji i determinują czy dana osoba może legalnie kupić broń.
Biden wypełnił ten kwestionariusz i FBI zgodziło się na sprzedanie mu broni. Jedno z pytań na nim dotyczy jednak używania narkotyków i problemów z narkomanią. Dziennikarze twierdzą, że Biden zaznaczył, że nie ma problemów z narkotykami i ich nie zażywał. To oczywiście nieprawda – w 2013 roku Biden złożył podanie o przyjęcie do Rezerwy Marynarki Wojennej i miesiąc później został z niej wyrzucony kiedy test wykazał, że przyjmował kokainę. Ta sprawa była bardzo głośna a jego rodzina nie robiła żadnej tajemnicy z tego, że ma problemy z narkotykami. Mimo tego FBI nie zauważyła kłamstwa w tym kwestionariuszu, chociaż za podanie w nim nieprawdziwych informacji może grozić nawet dziesięć lat więzienia i ćwierć miliona dolarów grzywny.
Dwóch republikańskich senatorów, Chuck Grassley i Ron Johnson, chcą wyjaśnienia tej sprawy. Jak informuje portal Daily Caller napisali do szefów Secret Service, FBI i ATF z poleceniem ujawnienia im szczegółów tamtego incydentu. W swoim liście do szefa SS Jamesa Murraya zauważyli, że w 2018 roku ani Joe Biden ani jego rodzina nie byli oficjalnie pod opieką jego agencji. Politico poinformowało jednak, że USSS otaczało Bidenów nieformalną ochroną – senatorzy chcą, żeby jej szef wyjaśnił Kongresowi dlaczego.
Samo USSS już wydało oświadczenie w którym stwierdzili, że nie mieli nic wspólnego z tą sprawą i ich agenci nie ochraniali Huntera Bidena. Dziennik „New York Post” ujawnił jednak, że na znajdującym się w ich posiadaniu dysku twardym z jego laptopa znajduje się kopia wiadomości SMS wysłanej przez Huntera która każe w to wątpić. W wysłanej 29 stycznia do nieujawnionego odbiorcy wiadomości syn prezydenta ze szczegółami opisał ten incydent i napisał, że na miejscu oprócz policji i FBI pojawili się także agenci USSS.