Założony trzy dekady temu Kel-tec to rodzinna firma zajmująca się projektowaniem i produkcją broni palnej na rynek cywilny. Jej założycielem i głównym projektantem jest pochodzący ze Szwecji George Kellgren, który wcześniej projektował broń dla wielu szwedzkich firm i stworzył m.in. legendarny pistolet TEC-9. Produkują pistolety, strzelby i karabiny, a swoją sławę zawdzięczają mocno niecodziennym konstrukcjom, które nie mają odpowiedników w innych firmach, jak np. strzelający amunicją karabinową 5,56 NATO pistolet PLR16 czy KSG 25 – dwulufowa strzelba pump-action, której dwa magazynki mieszczą aż 24 naboje.
Jednym z najsłynniejszych produktów Kel-Tec jest lekki karabinek Sub2000, który strzela pociskami pistoletowymi 9 mm para i który można złożyć na pół i zmieścić do typowego plecaka. Lekki (1,8 kg), tani i nieskomplikowany karabinek, który strzela relatywnie tanią amunicją i może przyjmować magazynki z popularnych pistoletów, błyskawicznie stał się przebojem wśród strzelców sportowych i myśliwych polujących na drobną zwierzynę i jest sprzedawany na całym świecie. Kellgren powiedział agencji AP, że tuż przed wojną ich stały klient z Ukrainy zamówił aż 400 sztuk tej broni na lokalny rynek, o łącznej wartości 200 tysięcy dolarów.
Zanim jednak te karabinki trafiły z Florydę na Ukrainę, Rosja dokonała swojej brutalnej inwazji i kontakt z nim się urwał, Kellgren boi się, że jego kontrahent już nie żyje. Mimo tego postanowili, że zamówiona broń – za którą nikt im nie zapłaci – trafi na Ukrainę. Kel-tec chce, żeby ich karabinki trafiły w ręce ukraińskich cywili i dały im możliwość obrony przed najeźdźcami. „Amerykanie chcą coś zrobić” - powiedział AP - „Cieszymy się naszymi wolnościami, doceniamy je. I kiedy widzimy grupę ludzi, która tak mocno obrywa, to łamie to nasze serca”.
Sub2000 nigdy nie był projektowany z myślą o działaniach wojennych, to broń typowo cywilna. Eksperci zauważają jednak, że jego cechy sprawiają, że dość dobrze nada się do działań partyzanckich. To bardzo prosta konstrukcja, co ułatwi jego utrzymanie w sprawności i naprawy w warunkach polowych. Fakt, że może być złożony na pół, ułatwi jego dyskretne przenoszenie. Do tego strzela bardzo popularną na całym świecie amunicją 9 mm, a jego skuteczny zasięg – ok. 140 metrów – chociaż sporo mniejszy od typowych karabinów, jest wystarczający do walk miejskich czy zasadzek.
Jak informuje AP, nie tylko Kel-tec wpadł na pomysł dozbrojenia Ukraińców. W całym USA są organizowane zbiórki broni palnej, amunicji, kamizelek kuloodpornych etc., które mają pomóc im w powstrzymaniu Rosjan. Takie zbiórki organizują politycy, jak na przykład demokratyczny gubernator Kolorado Jared Polis, który już w zeszłym tygodniu poprosił policję i biura szeryfów o przekazanie wszystkiego, co jest dla nich zbędne, a może się przydać na wojnie. Organizują je organizacje pozarządowe, samorządy czy biura szeryfa.
Istnieje jednak jeden poważny problem, który dotyka wielu organizatorów takich zbiórek – biurokracja. Eksport broni z USA, a także np. kamizelek kuloodpornych czy wyposażenia taktycznego, jest bardzo ściśle regulowany przepisami i wymaga wielu pozwoleń od Departamentu Stanu, Handlu czy Obrony. Często proces ich uzyskania ciągnie się całymi miesiącami, a większość organizatorów nigdy wcześniej nie zajmowała się podobną działalnością i nie wie, jak je uzyskać.
Kellgren był tutaj wyjątkiem, bo zajmuje się tym od lat i doskonale wiedział, co robić. Jego pochodzący z Ukrainy sąsiad skontaktował go z dyplomatą z ukraińskiej ambasady, a dzięki temu udało mu się załatwić wszystkie zezwolenia w zaledwie 4 dni. Już w zeszłym tygodniu udało im się wysłać cztery palety z karabinkami do jednej z placówek NATO, skąd trafią w ręce ukraińskiego ministerstwa obrony. Dołożyli do nich 60 karabinów, które udało się zebrać w Nowym Jorku.
Kel-Tec ma nadzieję, że nie skończy się na 400 karabinkach. Otrzymana od rządu licencja eksportowa pozwala im na wysłanie na Ukrainę 10 tysięcy sztuk broni i deklarują, że z tego skorzystają i będą wysyłać kolejne transporty, po jednym na tydzień. Pomaga im w tym prawnik z Maryland Lukas Jan Kaczmarek, który współpracuje z pierwszym sekretarzem ukraińskiej ambasady Wołodymyrem Muzyłowem. Kaczmarek, rejestrując się w Departamencie Sprawiedliwości jako agent obcego rządu, podkreślił, że będzie to robił do końca wojny i nie pobiera za swoją pracę wynagrodzenia.
Inna firma z Florydy, Adams Arms, też pokazała na swoim Facebooku transport karabinów dla Ukraińców. Zaczęła również sprzedawać koszulki z słynnym już hasłem „Ruski wojennyj korab, idi na c**j” - wszystkie zyski z ich sprzedaży zostaną przekazane na fundusz wojenny ukraińskiego Banku Narodowego. Inne zapewne pójdą w ich ślady. Zrzeszająca wielu producentów broni Narodowa Fundacja Sportów Strzeleckich wysłała do wszystkich swoich członków instrukcje występowania o nadzwyczajne pozwolenie na eksport oraz przekazaną im przez ukraińską ambasadę listę broni i amunicji jakiej potrzebują Ukraińcy.
„Każdy transport broni ma kluczowe znaczenie” - zauważył emerytowany major i specjalista od walki miejskiej w think-tanku Madison Policy Forum John Spencer - „Dajesz jednemu więcej wojownikowi, z dziesięciu tysięcy, możliwość oporu dzięki prostej w użyciu broni”. Jego zdaniem wysyłanie cywilnej broni, takiej jak karabinki Sub2000, może być nawet ważniejsze niż wysyłanie broni wojskowej, gdyż w przeciwieństwie do np. wyrzutni Javelin są bardzo proste w obsłudze i można jej nauczyć cywili – z których wielu nie trzymało nigdy w rękach broni palnej – w kilka godzin czy dni. Zauważył też, że w walkach miejskich uzbrojeni cywile mogą zadać Rosji ogromne straty.
Kellgren powiedział, że zaradność i wytrwałość obywateli Ukrainy są niezwykle inspirujące. Jest przekonany, że wysyłane przez niego karabinki sprawią różnicę. „Mieszkańcy Ukrainy mieli głównie cywilną broń palną, a powstrzymują mocarstwo” - zauważył - „Więc czynnikiem X niekoniecznie jest to, jakie masz wyposażenie. Wszystko sprowadza się do woli walki”.