Kradzież miała miejsce na stacji paliw położonej około 130 km na północ od Los Angeles. Pojazd obsługiwany przez firmę Brink's przewoził kosztowności z miasta San Mateo do Pasadeny - powiadomił Arnold Duke, dyrektor wystawy International Gem & Jewelry Show.
"Zajmuję się zawodowo (tą branżą) od 45 lat i nigdy nie doświadczyliśmy nawet niczego podobnego do tego, co się stało"
- przyznał Duke w rozmowie z CNN.
Jak przekazał, w skradzionych szafkach znajdowały się kamienie szlachetne, zegarki marki Rolex i tysiące diamentów, w tym niektóre wyceniane na 500 tys. dolarów za sztukę.
"Te klejnoty i biżuteria nie zmieściłyby się w jednym samochodzie. To oszałamiająca ilość kosztowności. Nieprawdopodobne, że zostały tak po prostu pozostawione bez nadzoru (na stacji benzynowej)"
- dodał Duke.
W sprawie kradzieży zostało wszczęte śledztwo. Do wtorku nie udało się zidentyfikować żadnych osób, które mogłyby mieć związek z tym zdarzeniem - powiadomiła CNN.