Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Rewolucja pożera własne dzieci. Wściekli aktywiści żądają zamknięcia lewicowej gazety

Brytyjski „The Guardian” jest uznawany za jedną z najbardziej wpływowych lewicowych gazet na Wyspach Brytyjskich. Nie powstrzymało to jednak wściekłego tłumu. Dziesiątki tysięcy lewicowców podpisało już petycję żądającą jej likwidacji. Autorzy tej petycji zwrócili uwagę, że jej założycielem był John Edward Taylor, kupiec z Manchesteru, który dorobił się fortuny na handlu bawełną z USA. Tą samą, którą zbierali niewolnicy.

„Guardian” od lat zmaga się z odpływem czytelników. Nadal jest jednak uznawany za bardzo wpływową redakcję i nieformalny organ prasowy brytyjskiej Partii Pracy. Kiedy wybuchły obecne zamieszki po śmierci George'a Floyda jego dziennikarze wyraźnie stanęli po stronie protestujących, w kolejnych artykułach atakując rzekomy rasizm amerykańskiej policji i społeczeństwa czy wybielając przemoc i rabowanie sklepów przez protestujących.

Nie uchroniło to jednak redakcji przed gniewem lewicy. Jak donoszą brytyjskie media w sieci pojawiła się petycja do Niezależnej Organizacji Standardów Prasy (IPSO) żądająca jej zamknięcia. W momencie pisania tych słów podpisało ją już ponad 17 tysięcy osób, a komentarze pełne są głosów oburzonych przedstawicieli lewicy zarzucających „Guardianowi” rasizm i hipokryzję.

Co tak wzburzyło lewicę? „Guardian” to relatywnie stara gazeta, jej pierwszy numer – jeszcze pod tytułem „Manchester Guardian” wyszedł już w 1821 roku. Autorzy tej petycji zwrócili uwagę, że jej założycielem był John Edward Taylor, kupiec z Manchesteru, który dorobił się fortuny na handlu bawełną z USA. Tą samą, którą zbierali niewolnicy.

Autorzy petycji nie rozpisali się za bardzo i ograniczyli się do podania tylko tego powodu dla którego Guardian powinien być zdelegalizowany. Ale we wczesnej historii tego dziennika jest znacznie więcej ciemnych kart. Jedną z nich jest na przykład to, że „Guardian” powstał w reakcji na tzw. masakrę Peterloo, do której doszło w Manchesterze w 1819 roku, w której zginęło 18 osób a kilkaset odniosło rany. Rząd Wielkiej Brytanii wysłał wtedy kawalerię na uczestników protestu którzy domagali się m.in. prawa głosu dla kobiet i robotników. Liderzy tego protestu uważali, że pozwoli to na wprowadzenie do parlamentu polityków, którzy pomogą biedocie w powojennym kryzysie. Taylor sprzeciwiał się tym planom i założył „Guardiana” aby je krytykować i reprezentować interesy bogatych kupców.

Po jego śmierci w 1844 „Guardian” kontynuował czerpanie zysków z niewolnictwa. Jego głównym źródłem utrzymania były bowiem reklamy kupowane przez właścicieli liverpoolskich przędzalni, którzy przetwarzali bawełnę z amerykańskich plantacji. Co więcej w pewnym momencie zaczął nawet nawoływać do wprowadzeniu swego rodzaju niewolnictwa w samej Wielkiej Brytanii.

Po wybuchu Wojny Secesyjnej prezydent Lincoln, chcąc zniszczyć Konfederację gospodarczo, wykorzystał flotę do blokady eksportu z południowych stanów. Oznaczało to, że do Liverpoolu przestały trafiać dostawy bawełny. Nie spodobało się to brytyjskim kupcom, którzy naciskali na rząd, aby ten wysłał przeciwko USA marynarkę wojenną i złamał blokadę. Może i udałoby im się to osiągnąć, ale w akcie „chrześcijańskiego heroizmu, który nie miał przykładów w żadnym innym kraju ani wieku”, jak nazwał to Lincoln, pracownicy przemysły bawełnianego z Liverpoolu odmówili pracy ze zbieraną przez niewolników bawełną, choć oznaczało to dla nich głód i nędzę. Dziennikarze „Guardiana” wzywali wtedy rząd, aby ten zmusił ich siłą do powrotu do pracy.

Nic więc dziwnego, że Lincoln stał się dla nich wrogiem publicznym numer jeden, a łamy tej gazety podczas Wojny Secesyjnej przypominały bardziej konfederacki propagandowy biuletyn niż europejski dziennik. Dziennikarze Guardiana pisali na przykład, że „dzień, w którym Lincoln został wybrany prezydentem, był smutnym dniem dla Ameryki i dla świata”. Kiedy Lincoln został zastrzelony przez Johna Wilkes Bootha skomentowali to słowami, że „o jego rządach nie możemy powiedzieć nic innego, niż to, że były serią czynów obrzydliwych każdemu prawdziwemu poglądowi na konstytucyjne prawa i ludzką wolność”.

Do tych zarzutów już w 2011 roku odniósł się jeden z dziennikarzy „Guardiana”, Martin Kettle, co przypomniał mu ostatnio felietonista „Daily Mail” Peter Hitchens. Kettle stwierdził, że poparcie południa USA przez brytyjską lewicę nie było wtedy niczym niespotykanym. Poniekąd miał w tym rację – lewica nie lubi jak jej się przypomina, ale w czasach niewolnictwa w USA to Republikanie byli partią abolicjonistów, a Demokraci partią właścicieli niewolników. Po przegranej Wojnie Secesyjnej to właśnie Demokraci stworzyli Ku Klux Klan i wprowadzali na południu segregację rasową. Nic więc dziwnego, że ich ideologicznym kolegom z Wielkiej Brytanii tragedia czarnoskórych nie psuła nadmiernie humoru. Kettle argumentował, że na ich poparcie dla Konfederacji i niewolnictwa nie powinno się patrzeć z perspektywy dzisiejszych wartości. Liczni komentatorzy zwracają jednak uwagę na to, że lewica nie stosuje tej zasady przy obalaniu pomników, które „Guardian” nieodmiennie chwali. „ „Guardiana” założono za pieniądze z pracy niewolników. Według ich własnej logiki powinni się zlikwidować” - skomentował członek rady miejskiej Londynu David Kurten.

Redakcja „Guardiana” jak na razie nie odniosła się do tej petycji, ograniczając się do stwierdzenia, że nie będzie jej komentować. Jej autorzy nie mają również zbyt wielkich szans na sukces – nawet w takim kraju jak Wielka Brytania rząd nie może tak po prostu zlikwidować prywatnej gazety, zwłaszcza z takich powodów. Cała sprawa na pewno jest jednak dla nich PRowym koszmarem i zapewne wpłynie na kolejną stratę czytelników.

Źródło: Daily Telegraph, Daily Mail, Breitbart

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane