Tragiczne protesty w Waszyngtonie, które kosztowały życie pięciu osób, stały się pretekstem do cenzury prezydenta Trumpa, jego sojuszników i szeroko rozumianej prawicy. Jego konta zostały zablokowane przez Facebooka, Twitter, Instagram, Youtube etc. Portal Reddit usunął bardzo popularną grupę r/DonaldTrump, gdzie spotykali się jego zwolennicy. Portal Shopify usunął dwa sklepy sprzedające jego akcesoria wyborcze. Nie stosujący cenzury Parler został usunięty ze sklepów Google Play i Apple Store oraz z serwerów Amazonu. Takich przykładów jest niestety dużo więcej.
Ten bezprzykładny atak na wolność słowa jest dużo bardziej zrozumiały kiedy spojrzy się na ludzi, którymi otacza się przyszły prezydent. Portal Daily Caller ustalił, że wśród zatrudnionych przez Bidena doradców i osób, które planuje nominować na stanowiska w swojej administracji, jest aż 14 osób powiązanych z tzw. wielką piątką – Google, Amazon, Twitter, Facebook i Apple.
To, że big tech chciał dostać się do administracji Trumpa nie jest żadną tajemnicą. Już w zeszłym miesiącu agencja Reutersa ujawniła, że jego lobbyści ostro pracują za kulisami aby zapewnić przedstawicielom wielkiej piątki miejsca w mniej widocznych, ale niezwykle istotnych miejscach w jego administracji, takich jak Departament Handlu, Biuro Przedstawiciela Handlowego czy Biuro Spraw Regulacyjnych i Informacyjnych – które zajmuje się tworzeniem przepisów bezpośrednio dotykających sektora IT. Chcieli również dla swoich ludzi pozycji w Departamencie Stanu i Departamencie Obrony.
Wygląda na to, że infiltracja Białego Domu idzie im całkiem nieźle. Już we wrześniu Biden zatrudnił Cynthię Hogan jako swojego doradcę w okresie przejściowym. Ta decyzja nikogo nadmiernie nie zdziwiła – Biden i Hogan współpracowali ze sobą już wtedy, kiedy Biden był przewodniczącym senackiej Komisji Sądowniczej. Była również jego doradcą gdy był wiceprezydentem. Hogan została później zatrudniona przez Apple jako główny lobbysta w Waszyngtonie.
Wśród pracowników jego gabinetu przejściowego znalazły się również dwie osoby powiązane z Facebookiem i Twitterem. Jedną z nich jest Jessica Hertz, którą Biden zatrudnił jako szefową sztabu. Podobnie jak w wypadku Hogan była ona blisko związana z administracją Baracka Obamy i z Facebookiem. W latach 2009-2011 była doradcą w Biurze Spraw Regulacyjnych i Informacyjnych. Następnie przez dwa lata doradzała zastępcy prokuratora generalnego, a w latach 2012-2014 Bidenowi. W 2018 roku została zatrudniona przez Facebooka jako doradca ds. przepisów. W przyszłej administracji Bidena zajmie bardzo ważne stanowisko Sekretarza Sztabu. Będzie odpowiadać za to jakie dokumenty trafią na biurko prezydenta i do jego ludzi. W powszechnej opinii to jedno z najbardziej wpływowych stanowisk w Białym Domu.
Bardzo podobnie wygląda sytuacja z kolejnym przedstawicielem social media, Emily Horn. W latach 2011-2014 pracowała jako jeden z rzeczników prasowych w Departamencie Stanu, potem została dyrektorem ds. komunikacji w biurze generała Johna Allena, przedstawiciela prezydenta w koalicji walczącej z IS. W latach 2015-2017 była zastępcą rzecznika prasowego i dyrektorem ds. komunikacji strategicznej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Po odejściu z niej została zatrudniona przez Twitter jako dyrektor ds. globalnej polityki komunikacyjnej, piastowała to stanowisko ponad rok. W administracji Bidena zostanie rzecznikiem prasowym i dyrektorem komunikacji Narodowej Rady Bezpieczeństwa.
Miesiąc temu Joe Biden ogłosił, że jego „koronawirusowym carem” odpowiedzialnym za walkę z pandemią zostanie biznesmen Jeff Zients. W 2009 Barack Obama utworzył specjalnie dla niego biuro Głównego Oficera ds. Wydajności. Jego zadaniem miało być dbanie o efektywność działania rządu. Był również m.in. dwukrotnie p.o. szefa Biura Zarządzania i Budżetu i dyrektorem Narodowej Rady Ekonomicznej. Zients był bardzo lubiany przez lobbystów. Po odejściu z Białego Domu został członkiem Rady Dyrektorów Facebooka. Był szefem komisji, która badała skandal Cambridge Analitica. W 2020 r. zrezygnował nie startując na kolejną kadencję.
Związki z Big Techem miał również Anthony Blinken, którego Biden nominuje na jedno z najważniejszych stanowisk w administracji, Sekretarza Stanu. Ten były doradca Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego i zastępca sekretarza stanu w administracji Obamy założył w 2017 roku firmę konsultingową WestExec Advisors. Wśród jej klientów znalazł się Google i Facebook.
Pozostali przedstawiciele informatycznych gigantów będą pełnić mniej eksponowane, ale potencjalnie bardzo wpływowe funkcje. David Recordon, były deweloper dla Facebooka, zostanie dyrektorem ds. technologii w Biurze Zarządzania i Administracji a Austin Lin, były manager programów w tym portalu, jego zastępcą. Tom Sullivan i Mark Schwartz, dyrektorzy w Amazonie, zostali członkami zespołów, które będą oceniać kandydatów do Departamentu Stanu i Biura Zarządzania i Budżetu. Deon Scott, manager programów w Google Global Buisness Operations, będzie oceniał kandydatów do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Trzech dyrektorów z Facebooka trafiło do zespołów oceniających kandydatów do Departamentu Stanu, wywiadu i Administracji Małych Firm. Były członek rady Facebooka Erskine Bowles jest już doradcą nowego prezydenta.
Ogromne wątpliwości budzi też inny wysoko postawiony doradca i były szef sztabu Bidena w czasach Obamy, Steve Ricchetti. W 2001 roku założył razem ze swoim bratem Jeffem firmę lobbingową Ricchetti inc. 13 listopada jego firma podpisała lukratywny kontrakt z Amazonem, w imieniu którego będzie lobbować w sprawach związanych z koronawirusem, głównie jeśli chodzi o tarcze antykryzysowe.
Na razie oczywiście nie ma żadnych dowodów na to, że Joe Biden, jego ludzie lub inni politycy Demokratów byli inspiracją cenzorskiego ataku na prawicę lub chociaż wiedzieli o nim wcześniej. Niewykluczone, że Big Tech chciał po prostu w ten sposób przypodobać się lewicy, zwiększając szanse swoich ludzi na dostanie stołków w przyszłej administracji.
To, po co im są potrzebne, wydaje się jasne – i nie ma zbyt wiele wspólnego z polityką. Od lat mówi się, że największe amerykańskie korporacje informatyczne są zbyt duże i zbyt potężne, co wykorzystują do niszczenia potencjalnej konkurencji. Co ciekawe ich rozbicie popiera nie tylko prawica, ale także lewica. Pod koniec zeszłego roku rozpoczęto multum procesów antytrustowych, które mogą doprowadzić do ich rozbicia. Republikanie mają z Big Techem za bardzo na pieńku aby mieli odpuścić ten temat, ale mega-korporacje zapewne liczą, że parasol ochronny Bidena pomoże im przekonać do tego lewicę.