Dziennik „South China Morning Post” podał z kolei, że funkcjonariusze postrzelili gumowymi kulami lub innym rodzajem amunicji nieśmiercionośnej dwoje innych reporterów relacjonujących w niedzielę starcia pomiędzy policją a radykalnymi grupami demonstrantów. Jeden z poszkodowanych jest pracownikiem „SCMP”.
Fotografka May James, współpracująca z portalem Hong Kong Free Press, została zmuszona do zdjęcia maski ochronnej, przeszukana i zatrzymana, mimo że miała na sobie widoczną z daleka żółtą kamizelkę i okazała dokumenty, potwierdzające, że jest dziennikarką
- podały miejscowe media. Według HKFP May spędziła noc na komisariacie, a w poniedziałek rano zwolniono ją za kaucją; nie została o nic oskarżona.
Klub Korespondentów Zagranicznych potępił w poniedziałek zatrzymanie fotografki. W oświadczeniu skrytykował również przypadki zmuszania innych reporterów do zdejmowania masek, podkreślając, że wprowadzony przez władze zakaz zakrywania twarzy w czasie zgromadzeń publicznych nie dotyczy relacjonujących je dziennikarzy.
Te maski są przez reporterów używane do ochrony przed gazem łzawiącym i gazem pieprzowym, a zgodnie z prawem każdy, kto potrzebuje maski z powodów zawodowych, powinien być wyłączony z tych przepisów. Wydaje się, że policja stosowała siłę, zdejmując maski i ingerując w pracę reporterów relacjonujących protesty uliczne
- napisał FCC.
„Te incydenty, w tym zatrzymanie ubiegłego wieczora fotografki, podważają reputację Hongkongu jako miejsca, w którym media mogą pracować swobodnie, bez nękania czy zastraszania” - dodał hongkoński klub korespondentów.
Tymczasem państwowy chiński dziennik „Global Times” podał w poniedziałek, że w związku z trwającymi niepokojami hongkońska policja planuje przywrócenie do służby 1000 emerytowanych funkcjonariuszy. W niedzielę podobną informację przekazał „SCMP”, powołując się na źródła policyjne.