Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Odstraszyć i zablokować Putina. "Nie chodzi o to, by wygrać wojnę z Rosją. Chodzi o to, żeby ona nie wybuchła"

Odstraszanie, a gdy to zawiedzie – walka. To obecnie dwie kluczowe funkcje NATO. Nie możemy dać się zaskoczyć. Musimy monitorować i oceniać pojawiające się zagrożenia. Największym problemem jest jednak to, że irracjonalności decyzji Putina nie da się przewidzieć. Jeżeli uzna on, na podstawie prawdziwego czy wymyślonego powodu, że może uderzyć, to tak zrobi. Dla Polski kluczowe jest, by zbudować system na zasadzie "odstraszania przez zablokowanie" możliwego wtargnięcia i okupowania naszych terytoriów. Inaczej będziemy wyzwalali później masowe groby pomordowanych rodaków – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, ekspert ds. międzynarodowych, członek Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy prezydencie RP.

Jeśli NATO zostanie zaatakowane, Sojusz jest gotowy walczyć już dziś w nocy – zadeklarował naczelny dowódca sił sojuszniczych w Europie, generał Alexus G. Grynkewich. Podczas odbywającego się w Polsce Warsaw Security Forum amerykański dowódca przedstawił sojuszniczą „strategię zwycięstwa”.

Głównym założeniem strategii jest zablokowanie jakiegokolwiek ataku, zanim do niego dojdzie. Gen. Grynkewich zapewnił jednak, że w przypadku ewentualnej agresji, odpowiedź będzie błyskawiczna i druzgocąca. Podkreślił również, że jeśli przeciwnik zdecydowałby się na kontynuowanie natarcia lub wprowadzenie do walki odwodów, siły Sojuszu Północnoatlantyckiego rozbiją nie tylko same oddziały atakujące, ale także zniszczą całe ich zaplecze logistyczne, linie zaopatrzenia oraz centra dowodzenia.

Mimo stanowczego i bojowego tonu generał uspokajał, zastrzegając, że obecnie nie ocenia konfliktu zbrojnego na terytorium NATO jako zjawiska nieuchronnego czy bliskiego. Wskazał, że priorytetem jest nieustanne podnoszenie potencjału obronnego. "Będziemy nadal przygotowywać się i ćwiczyć każdego dnia, a jutro będziemy jeszcze bardziej gotowi, pojutrze zaś – jeszcze bardziej" – zapewnił wojskowy.

"Kraju muszą bronić wszyscy, a nie tylko zawodowcy" 

Odstraszanie, a gdy to zawiedzie – walka. To obecnie dwie kluczowe funkcje NATO. Nie chodzi o to, by wygrać wojnę z Rosją, tylko o to, żeby ona w ogóle nie wybuchła – komentuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, ekspert ds. międzynarodowych, członek Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy prezydencie RP. 

Rosjanie oceniają sytuację nie na podstawie deklaracji, tylko na podstawie materialnej sytuacji w terenie. I w tym zakresie NATO zbudowało z polskiej inicjatywy w 2016 r. system odstraszania przez tzw. wzmocnioną wysuniętą obecność. Jak wiemy, polega on na rozmieszczeniu sił wiodących państw członkowskich NATO, czyli krótko mówiąc mocarstw, na linii styku. I w ten sposób mamy Amerykanów w Polsce, Brytyjczyków w Estonii, Kanadyjczyków na Łotwie i Niemców na Litwie. Po zmasowanej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r. objęto tym systemem także pozostałe państwa wschodniej flanki Sojuszu. Jednostki są wielonarodowe, dlatego też Polacy służą także na Łotwie i w Rumunii, a Rumuni i Chorwaci w Polsce. 

– przypomina ekspert.

Cel tego zabiegu jest prosty: w razie rosyjskiego ataku amerykańscy politycy nie będą musieli debatować, czy ruszyć nam z pomocą. Jeśli Rosja zaatakuje Polskę, od razu natrafi na stacjonujących tu Amerykanów i będzie zmuszona do walki z nimi. Dzięki temu to na barki Rosjan spada najtrudniejsza decyzja – atakując nasz kraj, muszą mieć świadomość, że automatycznie rozpoczynają bezpośrednią wojnę z globalnym mocarstwem. Tak samo uderzając na Estonię, spotkają brytyjskie oddziały. Te siły oczywiście nie są tak liczne, żeby zatrzymały Rosjan, ale tworzą pewną inną sytuację polityczną. Właśnie z uwagi na to, że ciężar o wejściu do wojny przeciwko mocarstwom spoczywa nie na mocarstwach, a na Rosjanach. To przypomina system, który już się sprawdził. To system z czasów zimnej wojny chroniący Berlin Zachodni, gdzie nie potęga garnizonu alianckiego w Berlinie Zachodnim, tylko fakt, że był aliancki, że stawiał ZSRS wobec perspektywy otwarcia ognia nie do policji zachodnioberlińskiej, tylko do wojska amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego, spowodował, że nigdy takiej decyzji politycznej na Kremlu nie podjęto. I w tym sensie każde demonstrowanie determinacji ma walor odstraszający.

– wyjaśnia nasz rozmówca.

Przez 30 lat pokoju NATO uśpiło swoją czujność i przestało stale monitorować rosyjskie wojska, wznawiając te działania na nowo dopiero w 2014 r. Trzeba jednak pamiętać, że monitorowanie nie polega wyłącznie na tym, żeby widzieć, że jest jakieś przemieszczanie się sił, tylko żeby być w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jest to ruch rutynowy czy też nadzwyczajny? Żeby to odróżnić, trzeba mieć dłuższy okres monitorowania. Sądzę, że od 2014 r. do dziś, NATO jest już w stanie ocenić, jaki jest charakter przemieszczenia rosyjskich sił, czy jest groźny i wymaga natychmiastowej reakcji. Ale obok techniczno-wojskowego wymiaru całego zagadnienia, tym, co może nas zaskoczyć i czego w istocie nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani temu zapobiec, jest element irracjonalności w decyzjach Putina.

– kontynuuje prof. Żurawski vel Grajewski.

I tu z premedytacją mówię o samym Putinie, a nie o Rosji ogólnie, bo chodzi o wskazanie na dyktatorski charakter rządów. Mają one krótki łańcuch decyzyjny i są pozbawione zestawu instytucjonalnych zabezpieczeń w rodzaju parlamentu, osobnego sztabu generalnego, urzędów eksperckich itd., które żeby decyzja o wojnie była podjęta, muszą ją bezpośrednio poprzeć. Dyktator wydaje polecenie, a reszta wykonuje. Putin nieraz pokazał skalę swojej irracjonalności. Chociażby uderzając w Ukrainę. Uderzył 170 tys. armią na państwo wielkości Francji, dysponujące ponad 200-tys. żołnierzy w linii i jeszcze większą liczbą weteranów, którzy nie tyle przeszli szkolenie poligonowe, co przewinęli się przez te 8 lat (2014-2022 – red.) przez pola bitew w Donbasie. Podjął próbę podboju kraju, który może natychmiast wystawić 400-tysięczną armię. To totalne oderwanie od rzeczywistości, a mimo to taką decyzję podjął. 

– uzupełnia.

Najważniejszy wniosek dla nas, Polaków, dotyczy roli Stanów Zjednoczonych, bo to od nich, a nie przecież od Portugalii, oczekujemy realnego i najmocniejszego wsparcia na wschodniej flance. Amerykańska obecność działa na zasadzie „odstraszania przez ukaranie” – to znaczy, że atak na te symboliczne siły rozlokowane w regionie automatycznie uruchomi potężny odwet ze strony mocarstwa. Jednak wydarzenia po 2022 roku i nasza własna historia dobitnie pokazują jedno: rosyjska okupacja zawsze wiąże się z ludobójstwem. Dlatego sama obietnica sojuszniczego odwetu to dla nas zdecydowanie za mało. Polska musi zbudować twardy, militarny system „odstraszania przez zablokowanie”. Musimy mieć realną siłę, aby fizycznie uniemożliwić wrogowi wtargnięcie i zajęcie naszego terytorium. Jeśli pozwolimy Rosjanom wejść, to ewentualne późniejsze wyzwolenie kraju sprowadzi się do tego, że będziemy odkrywać masowe groby naszych pomordowanych rodaków.

– dodaje.

"Aby temu zapobiec, musimy w Polsce rozpocząć poważną dyskusję o przywróceniu powszechnego obowiązku służby wojskowej. Czas skończyć z naiwnym wyobrażeniem, że usiądziemy przed telewizorem i będziemy oglądać, jak Amerykanie walczą o nasz kraj. Wielu Polaków żyje złudzeniem, że skoro płacą podatki na wojsko zawodowe, to sprawę obronności mają załatwioną i ktoś inny zaryzykuje dla nich życie" – postuluje prof. Żurawski vel Grajewski. 

Państwa z naszego regionu i Europy dawno przejrzały na oczy. Finowie, Estończycy, Łotysze, Litwini, Rumuni, a ostatnio także Chorwaci czy Skandynawowie – wszyscy oni wprowadzili już powszechny obowiązek obrony. Armia zawodowa jest doskonała, gdy trzeba wysłać kontyngent na misję zagraniczną, na przykład do Iraku czy Afganistanu. Jednak gdy wróg puka do granic i stawką jest przetrwanie państwa, kraju musi bronić cały naród, a nie tylko garstka zawodowców.

– kończy.

 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat