Jak przypomina gazeta, politycy niemieccy (wśród nich Lars Castellucci z SPD czy Katrin Goering-Eckardt z Zielonych), krytykowali jako „nieludzkie” i „niezgodne z podstawowymi obowiązkami w zakresie ochrony praw człowieka” wycofywanie migrantów z granicy polsko-białoruskiej ubiegłej jesieni.
„Pushback pojawia się w słowniku niemieckich polityków rządowych, ilekroć mówi się o postępowaniu z uchodźcami na zewnętrznych granicach w innych krajach UE. Uchodźcy są jednak zawracani również na niemieckich granicach w bardzo wątpliwych okolicznościach” – zauważa TAZ.
Powszechna praktyka
Gazeta dodaje, że „po niewielkim dochodzeniu ze strony Lewicy, rząd federalny potwierdził to, czego organizacje pomocowe od dawna się obawiają: odrzucanie azylantów z krajów trzecich jest powszechną praktyką na granicy polsko-niemieckiej”.
Osoby te zmuszane do podpisania dokumentu, że nie szukają ochrony w Niemczech, a następnie zawracane są do Polski. Jak przekonuje niemieckie MSW, takie postępowanie władz jest zgodne z prawem - niezależnie od tego, czy azylanci pochodzą z Syrii, Afganistanu czy Jemenu.
Jak dowiaduje się TAZ, liczba odsyłanych w ten sposób osób z granicy niemiecko-polskiej podwoiła się w porównaniu z ubiegłym rokiem. Z danych uzyskanych przez gazetę wynika, że wśród 46 osób odesłanych w pierwszej połowie tego roku z granicy polsko-niemieckiej znajdowało się m.in. 27 obywateli Gruzji, Mołdawii, Afganistanu, Syrii oraz Jemenu – państw, których obywatele najczęściej ubiegają się o azyl w Niemczech.
Migracja do Niemiec
TAZ podkreśla, że jest to zgodne z obserwacjami organizacji ds. uchodźców w Saksonii i Brandenburgii, które potwierdzają, że coraz więcej osób z krajów trzecich ucieka obecnie do Niemiec przez granicę niemiecko-polską.
- Teraz byłby dobry moment, by elokwentni skądinąd członkowie rządu równie ostro skrytykowali działania na własnych granicach. I jak najszybciej zakończyli te praktyki
- podsumowuje TAZ.