Trwa akcja ratowników na miejscu tragedii w Bejrucie. Służby ręcznie odgruzowują zawalony budynek po tym jak wykryli w nim oznaki tętna i oddechu - informuje Reuters powołując się na relację świadka.
„Specjalne urządzenie pokazuje, że ktoś żyje - wykrywa bicie serca. A pies wskazuje martwe ciało w jednym miejscu. Taka jest teoria. Teraz szukamy potwierdzenia ”
- powiedział Mansour Al Asmar, libański ochotnik na miejscu zdarzenia.
Dźwig pomógł ostrożnie podnieść z ruin stalowe dźwigary i inne ciężkie śmieci. Mieszkańcy zebrali się w pobliżu, mając nadzieję, że ktoś zostanie znaleziony. Niektórzy twierdzili, że rząd nie zrobił wystarczająco dużo, aby pomóc.
W pobliżu miejsca eksplozji, 65-letni Mohamed Khoury powiedział, że ma nadzieję, że ktoś został znaleziony żywy, ale nawet jeśli odkryto tylko ciała, „ważne jest, aby ich rodziny mogły znaleźć spokój”.
Do eksplozji w bejruckim porcie doszło 4 sierpnia. Wybuchło 2750 ton saletry amonowej, która mimo wielu ostrzeżeń przez sześć lat była składowana w portowym magazynie. Zginęło co najmniej 171 osób, a ponad 6 tys. zostało rannych.
Niszczycielski wybuch pogorszył i tak skomplikowaną sytuację społeczno-gospodarczą w Libanie. Eksplozja zniszczyła zapasy zboża i całą infrastrukturę w głównym porcie kraju, przez który przechodzi większość sprowadzanych dóbr. Około 300 tys. osób zostało bez dachu nad głową.