Jak przekazała w piątek Ursula von der Leyen, Komisja Europejska rozpocznie tymczasowe stosowanie porozumienia handlowego UE-Mercosur. Możliwe stało się to po tym, jak umowę ratyfikował co najmniej jeden kraj. W czwartek zatwierdził ją parlament Urugwaju, a następnie Argentyny.
Porozumienie jest wdrażane mimo protestów rolników w całej UE. Przeciwnicy umowy wskazywali m.in. na zagrożenie związane z niespełniającą norm żywnością z Ameryki Południowej. W piątek wieloletni rzecznik Stałego Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej Adrian Biernacki przedstawił wyniki audytów dotyczących żywności z Brazylii. Raport nie napawa optymizmem.
Krowy leczone estradiolem
- Zacznijmy od najbardziej krytycznego punktu: mięsa i hormonów. Brazylia zobowiązała się, że produkty od krów leczonych estradiolem 17ß [najsilniejszy naturalny estrogen] nie będą eksportowane do UE - pisze Bieranacki, podkreślając, że według KE, plan tych działań nie został przez państwo wdrożony.
"Brazylijskie władze straciły kontrolę i ukrywały ten fakt przed UE. Z raportu KE: "Organ nie poinformował o niekwalifikujących się produktach dostarczonych do UE". Skutek? Złożono podpisy na 15 świadectwach zdrowia i włączono produkty od zwierząt leczonych hormonami do UE"
– informuje.
Wskazuje, że brazylijski nie reagował nawet, gdy sprawa wyszła na jaw. Jak czytamy w raporcie, "nie podjęto żadnych prób przez organ nadzoru, aby wyśledzić produkty z 174 zagrożonych zwierząt". - Importerzy w UE nawet nie zostali o tym poinformowani - dodaje Bierancki.
"Łącznie te braki podważają zaufanie do zdolności MAPA do zapewnienia odpowiedniej realizacji zobowiązań podjętych w planie działania"
– czytamy w raporcie z KE.
Salmonella w pieprzu
Biernacki przytacza też fragment raportu, dotyczący żywności pochodzenia roślinnego. - Sama brazylijska władza szacuje, że "30% partii surowca (pieprzu) może być zanieczyszczone Salmonellą." Branża twierdzi, że ta liczba jest jeszcze wyższa - informuje.
"Kto w takim razie pobiera próbki czarnego pieprzu do badań na obecność Salmonelli, aby wysłać produkt do UE? Robią to sami eksporterzy u siebie w zakładach"
– pisze, podkreślając, że według KE, jest to działanie zgodne z jednym z unijnych rozporządzeń..
Z raportu dowiadujemy się także, iż na brazylijskich polach i plantacjach nie prowadzone są kontrole sanitarne. - Brak wyznaczonego organu właściwego do nadzoru nad ryzykiem mikrobiologicznym na poziomie gospodarstw [...] Nie przeprowadza się oficjalnych kontroli na poziomie produkcji podstawowej - czytamy we wnioskach z dokumentu.
"Bezradność organu nadzoru wynika z błędów systemowych i braków w edukacji. Lokalne oddziały nadzoru są niedofinansowane i cierpią na braki kadrowe. Certyfikaty dla eksportu roślinnego do UE to fikcja. Brazylijscy urzędnicy na granicy zatwierdzają dokumenty na podstawie rejestracji, która dotyczy zakładu przetwórczego i jak wynika z raportu KE "nie zapewnia to żadnej gwarancji dotyczącej produkcji podstawowej"
– wylicza dalej Biernacki.
Jak podkreśla na koniec, "powyższe wnioski przygotowane przez audytorów Komisji Europejskiej powstały na bazie kontroli z IX i X 2025 r." - Czyli zaraz przed tym jak postanowiono dociskać kolanem finalizację umowy z Mercosur. Można się rozejść - kwituje.