Tegoroczne przemówienie podczas obchodzonej w Rosji Defilady Zwycięstwa w rocznicę zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami Putin poświęcił wojnie na Ukrainie. Prezydent Rosji powtórzył główne tezy rosyjskiej propagandy o tym, że Rosja rzekomo „nie miała wyjścia”, a rozpoczynając wojnę, „broniła siebie”. - Systematycznie tworzono całkowicie nieakceptowane przez nas zagrożenie, i to bezpośrednio na naszych granicach. Wszystko wskazywało na to, że starcie z neonazistami, banderowcami, na których postawiły Stany Zjednoczone i ich młodsi towarzysze, będzie nieuniknione. (…) Rosja odpowiedziała na tę agresję w sposób wyprzedzający. Była to decyzja wymuszona, podjęta w odpowiednim czasie i jedyna słuszna. Decyzja suwerennego, silnego, niepodległego państwa - grzmiał.
Nieporadne przemówienie
Zapytaliśmy Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, politologa Uniwersytetu Łódzkiego o to, czy jego zdaniem przemowa Vladimira Putina była w jakikolwiek sposób przełomowa, czy też była to tylko pogadanka na rzecz propagandy wewnętrznej. - To drugie i nawet to dosyć nieporadne - odparł nasz rozmówca.
- Myślę, że na 9 maja miał nadzieję uzyskać jakiś sukces, choćby pozorny, taki który mógłby udawać realne osiągnięcie. Tym mogłoby być ostateczne zdobycie Mariupola i zamknięcie Azowstalu. To się nie udało, więc nie mógł nic pokazać i dlatego musiał uciec w jakieś ogólne dywagacje i tak też się też stało
- powiedział.
Co planuje Putin?
Żurawski vel Grajewski ocenił, że „te spekulacje medialne, które dotyczyły ewentualnego zamiaru wypowiedzenia wojny, czy też ogłoszenia powszechnej mobilizacji od początku były bardzo mało prawdopodobne”. - Trzeba pamiętać, że Rosja nie jest państwem postępującym zgodnie z prawem. A zatem jeśli Putin zechce, to ma możliwości mobilizowania rezerwistów bez konieczności publicznego tego ogłaszania i to mobilizowania na prowincji - stwierdził.
- Oficjalne ogłoszenie musiałoby mieć także skutki dla centrów politycznych takich jak Moskwa i Sankt Petersburg, co byłoby niewygodne dla stabilności reżimu. Prowincje się nie zbuntują, ale stolice już mogą. Niczemu by to nie służyło
- zaznaczył.
- Nie jestem zaskoczony takim przemówieniem. To, że ani nie wypowiedział wojny, ani nie ogłosił mobilizacji, nie powinno nas dziwić. Natomiast brak czegokolwiek, co mogłoby chociaż udawał sukces, poskutkował taką właśnie dosyć pustą retoryką, która była główną istotą dzisiejszego wystąpienia Putina
- podsumował.