W wywiadzie, który ukazał się w czwartek, szef polskiego rządu przekonywał, że trzeba pilnie dać Ukraińcom przynajmniej broń defensywną, by mogli bronić swoich domów, życia i rodzin.
Jak wyjaśnił, większe wsparcie ze strony USA powinno polegać na przekazaniu "Javelinów, Stingerów, różnego rodzaju broni defensywnej, przeciwpancernej, przeciwlotniczej, przeciwrakietowej, przenośnej obrony".
"To broń, która nie zagraża Rosji. To broń czysto defensywna" - podkreślił. Według niego nie dociera ona na Ukrainę w wystarczających ilościach.
Zapytany, czy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jest sfrustrowany, odparł: "Tak bym powiedział. Rozpaczliwie prosi o wsparcie. Powiedział mi: 'Jeśli nie chcesz mi pomagać armią, pomóż mi bronią defensywną. Pomóż mi bronić domów moich obywateli, życia (...) kobiet i dzieci'”.
Tymczasem inwazja nie kończy się, a trwająca wojna jest "bardzo brutalna" - zaznaczył Morawiecki.
Premier wyraził nadzieję, że przy rosnącej presji Zachodu i silnym morale żołnierzy ukraińskich prezydent Rosji Władimir Putin i jego ludzie będą gotowi do rozpoczęcia prawdziwych negocjacji w celu ogłoszenia zawieszenia broni, wycofania wojsk rosyjskich i zakończenia wojny.
"Powinno to być warunkiem dalszych negocjacji. Sankcje, które przyjęliśmy, są najsilniejsze w historii, ale musimy przygotować się na jeszcze ostrzejsze sankcje. Musimy odciąć kupowanie rosyjskiego gazu i ropy, bo to są główne źródła twardej waluty dla Putina, którą następnie zamienia w machinę wojenną"
- zaznaczył Morawiecki, mówiąc, że sankcje muszą być "naprawdę miażdżące".
Jak podkreślił, że ważne jest także zamrożenie i konfiskata aktywów rosyjskich oligarchów i samego Putina.
"Zamrożenie jako takie nie jest wystarczająco dobre, ponieważ zamrożone aktywa mogą wzrosnąć na wartości. Pieniądze rosyjskiego państwowego funduszu majątkowego i rosyjskie obligacje zdeponowane w bankach centralnych krajów zachodnich powinny zostać skonfiskowane i umieszczone w funduszu odbudowy Ukrainy po wojnie. Putin musi zrozumieć, że traci już setki miliardów dolarów, a jeśli nie przestanie, straci jeszcze więcej"
- powiedział.
Odnosząc się do polskiej propozycji w sprawie utworzenia sił pokojowych NATO na Ukrainie, Mateusz Morawiecki wyjaśnił, że misja taka, kierowana przez Sojusz i potencjalnie inne organizacje międzynarodowe, byłaby "całkowicie skoncentrowana na obronie niewinnych ludzi" i mogłaby składać się z sił zarówno powietrznych, jak i naziemnych.
"Humanitarna misja pokojowa musi być w stanie bronić niewinnych ludzi i nie może być atakowana przez wojska rosyjskie"
- oświadczył.
Zwrócił także uwagę na polską propozycję stworzenia strefy humanitarnej w zachodniej części Ukrainy, do której przybywa coraz więcej uchodźców. "Musiałby to być pełny mandat NATO i potencjalnie innych organizacji międzynarodowych" - wskazał.
Premier RP ostrzegł, że Putin "wciąż ma (...) ogromne zasoby, by zniszczyć dzielny naród" ukraiński.
Jak wyjaśnił, Ukraina potrzebuje wszelkiego rodzaju pomocy humanitarnej w związku z kryzysem uchodźczym, a Polska jest na pierwszej linii tego kryzysu.
"Polacy i polski rząd otworzyli serca i drzwi dla narodu ukraińskiego. Udało nam się pomóc milionom kobiet z dziećmi w schronieniu ich w Polsce"
- powiedział.
Premier wyraził opinię, że "absolutnie" możliwa jest wygrana Ukraińców.
"Nie tylko wierzę, że są w stanie wygrać tę wojnę, ale w ostatecznym rozrachunku ta wojna może być momentem krytycznym w tworzeniu nowych i lepszych warunków bezpieczeństwa. Wokół nas są dobrzy i źli ludzie, a Putin jest jednym z najgorszych, zbrodniarzy wojennych. Dokumentujemy zbrodnie wojenne, które popełnia on i jego żołnierze. Mam nadzieję, że na koniec tej wojny będzie sprawiedliwość"
- powiedział.
Mówiąc o sytuacji w Rosji i postawie jej obywateli, Morawiecki przyznał, że jest pesymistą. "Myślę, że jest tylko kilka osób na tyle odważnych, by stanąć przed brutalną władzą, tajną ochroną i rosyjską policją i zaprotestować przeciwko tej polityce" - wyjaśnił. Jego zdaniem większość Rosjan to zakładnicy "propagandy Kremla".
Na pytanie, czy Putin w razie swego zwycięstwa mógłby zaatakować kraje bałtyckie, a być może także Polskę i Mołdawię, odparł: "Tak, myślę, że jeśli (Rosjanie ) nie zostaną zatrzymani na Ukrainie, skoncentrują się na innych państwach, aby odbudować imperium rosyjskie, (takich jak): państwa bałtyckie, Finlandia, Polska, Rumunia, Słowacja, Węgry — wszyscy możemy być kolejnym obiektem ataku".
Szef rządu RP opowiedział się za tym, aby w Polsce stacjonowały stałe oddziały USA. "Mamy tu 10 tysięcy żołnierzy amerykańskich, ale powinniśmy mieć stałą bazę w Polsce z 30-40 tysiącami żołnierzy z USA" - ocenił.
Stwierdził też, że wygłaszane przez Putina groźby użycia broni jądrowej traktowane są bardzo poważnie: "Wierzymy, że on i Kreml są niestety w stanie robić różne złe rzeczy".
"Musimy być tak silni, jak to możliwe, aby dać Putinowi znak (...) że będziemy bardzo mocno reagować na wszystkie jego próby destabilizacji Zachodu" - dodał.
Zdaniem Morawieckiego niewielkie jest prawdopodobieństwo, że Putin mógłby przetestować Zachód, atakując Polskę. "Właściwą odpowiedzią na wszystkie jego groźby jest pokazanie mu, że się nie boimy. Gdy tylko zobaczy, że się boimy, ruszy naprzód, próbując odbudować imperium rosyjskie" - ocenił.
W jego opinii Putin, który jest zdeterminowany i widzi porażkę inwazji na Ukrainę, "jest w stanie nacisnąć guzik i stworzyć kolejny front".
"Dlatego rozmawialiśmy z naszymi sojusznikami amerykańskimi i brytyjskimi, prosząc o systemy przeciwrakietowe, takie jak Patriot i Sky Sabre. Tego typu broń defensywną umieściliśmy w kluczowych obszarach Polski"
- poinformował.
Morawiecki zwrócił także uwagę, że tylko kilka krajów UE nie chce przyspieszenia procesu akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.
Mówiąc o swej niedawnej podróży do Kijowa z premierami Czech i Słowenii, wyjaśnił: "Zrobiliśmy to, aby pomóc im (Ukraińcom) utrzymać ducha walki i morale. Również po to, by dać im nadzieję, ponieważ chcą być częścią Unii Europejskiej. Na tę wizytę nie potrzebowaliśmy żadnego zezwolenia, ale już wcześniej nawiązaliśmy kontakty z kluczowymi graczami w Unii Europejskiej — z przewodniczącą Komisji Europejskiej i przewodniczącym Rady Europejskiej".
"Czuliśmy, że jesteśmy ich pośrednikami na Ukrainę. Na co dzień jesteśmy w stałym kontakcie z prezydentami i premierami (krajów) Unii Europejskiej"
- dodał.