Prezydent Macron podczas swojej wizyty za bardzo krytykował USA, nie krytykując Chin. W jego wypowiedziach zabrakło równowagi
– ocenia Julienne.
"W kwestii Ukrainy, która miała być kluczowym tematem wizyty prezydenta Francji, Macron nie uzyskał nic" – podkreśla ekspert.
"Uważam, że można i należy krytykować ekspansywną politykę USA, ale to Chiny od ponad trzech lat demonstrują swoją siłę militarną w regionie Tajwanu, a nie USA. Zatem faktem jest, że to Chiny stanowią realne zagrożenie militarne. Krytykując USA, prezydent odwrócił rolę obu państw w regionie. Musimy być równie szczerzy, a nawet surowi wobec Pekinu w zakresie np. praw człowieka. Nie należy zamiatać pod dywan nieporozumień" – zaznaczył Marc Julienne.
Wizyta Macrona w Chinach była "kosztowną wizerunkowo porażką na scenie dyplomatycznej" – dodaje badacz.
Francja jest wiodącą siłą w Europie, stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, jak podkreśla prezydent Macron, nie może zatem pozostawać głucha i niema w obliczu kwestii bezpieczeństwa regionu, a stabilność w Cieśninie Tajwańskiej jest kluczowa dla handlu światowego. Pałac Elizejski poinformował, że kwestia ta nie była poruszana, co jest dość zaskakujące. Jeśli jutro nie będziemy już mogli podróżować przez cieśninę, będzie to miało bezpośredni wpływ na Francję i Europę
– analizuje ekspert.
Pytany o to, co Macron uzyskał podczas wizyty w Chinach poza kilkoma podpisanymi kontraktami przez francuskie firmy, Julienne odpowiada, że: "podpisywanie kontraktów jest opłacalne dla francuskich firm, ale Macron pominął bardzo poważny temat, który niepokoi Francję i Europę, a mianowicie deficyt handlowy z Chinami".