Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Chińczycy prowadzą nielegalne więzienie w Dubaju? Wstrząsająca relacja młodej Chinki!

Agencji AP udało się dotrzeć do młodej Chinki, która stara się o azyl w Holandii. Powiedziała im, że była przetrzymywana w chińskim więzieniu w Dubaju, gdzie słyszała głosy co najmniej dwóch Ujgurów. Zeznania mają przełomowy charakter. Jest to bowiem pierwsza informacja o tym, że Chińczycy mają tzw. czarne więzienie poza granicami kraju. 

Dziennikarze AP skontaktowali się z 26-letnią Wu Huan. Kobieta powiedziała im, że uciekła z Chin po tym, gdy jej narzeczony, 19-letni Wang Jingyu, został uznany za dysydenta po tym, gdy zamieścił w mediach społecznościowych wpisy kwestionujące to, jak chińskie media opisywały protesty w Hongkongu i incydenty na granicy z Indiami. Obecnie kobieta stara się o zdobycie azylu w Holandii i próbuje uniknąć ekstradycji do Chin.

Więzienie ukryte w willi

Wu twierdzi, że ona sama nigdy nie interesowała się polityką. Jej narzeczony został aresztowany z niejasnych powodów przez dubajską policję. 27 maja do jej pokoju w hotelu Element al-Jaddaf weszli chińscy urzędnicy i ją przesłuchali, po czym dubajska policja zabrała ją na posterunek. Miała spędzić trzy dni w celi, gdzie w końcu odwiedził ją mężczyzna, który przedstawił się jako Li Xuhang, pracownik chińskiego konsulatu w Dubaju. Według informacji z jego strony internetowej Li jest konsulem generalnym, ale dziennikarzom nie udało się z nim skontaktować. Miał ją spytać o to, czy brała pieniądze z zagranicy, aby działać przeciwko Chinom, czemu gorąco zaprzeczyła. 

Po tej rozmowie inny Chińczyk miał założyć jej kajdanki, po czym Li kazał jej wsiąść do czarnej Toyoty. W samochodzie byli też inni Chińczycy, ale bała się im dłużej przyglądać. Po pół godzinie jazdy zaparkowali na pustej uliczce w pobliżu podobnych do siebie budynków. Zaprowadzono ją do białej, dwupiętrowej willi, w której pokoje przerobiono na indywidualne cele z metalowymi drzwiami. Wu została wrzucona do jednej z nich, drzwi otwierano tylko aby podać jej jedzenie. 

Strażnicy raz na jakiś czas zabierali ją na przesłuchania, na których mężczyźni w maseczkach grozili jej, że nigdy nie wróci do domu. Eskortowali ją również do toalety, maksymalnie pięć razy dziennie, ale to zależało od ich humoru.

Wu twierdzi, że dali jej również telefon i kazali się skontaktować ze swoim narzeczonym oraz z pastorem Bobem Fu, szefem pomagającej im organizacji ChinaAid. Obydwaj potwierdzili, że z nią rozmawiali. Pastor Fu dodał, że podczas jednej rozmowy zapłakana kobieta obwiniała Wanga o to, co jej się stało i prosiła go, aby przestał mu pomagać. Pokazał też dziennikarzom chaotyczne SMSy które mu wysyłała. 

Wu zeznała, że w trakcie wizyt w toalecie widziała także inną kobietę, która jej zdaniem należała do prześladowanej przez chińskich komunistów mniejszości Ujgurów. Innym razem słyszała, jak inna Ujgurka krzyczała, że nie chce wracać do Chin i chce wyjechać do Turcji. Twierdzi, że poznała, że obie są Ujgurkami po charakterystycznym wyglądzie i akcencie. 

Fałszywe zeznania

W końcu Wu rozpoczęła protest głodowy, zaczęła też krzyczeć i płakać, aby ją wypuszczono. Niedługo potem faktycznie została wypuszczona, ale wcześniej strażnicy zmusili ją do podpisania fałszywych zeznań w których oskarżała swojego narzeczonego o to, że ją molestował. Kobieta twierdzi, że początkowo nie chciała ich podpisać, ale była zbyt przerażona, aby protestować. Po wypuszczeniu skontaktowała się z Fu, przeprosiła go za całą sytuację, a on pomógł jej dostać się na Ukrainę..Bojąc się ekstradycji uciekli do Holandii, gdzie czekają teraz na przyznanie azylu. 

Dziennikarzom agencji AP nie udało się niezależnie potwierdzić prawdziwości jej słów, ale widzieli dowody mogące świadczyć o tym, że nie zmyślała – takie jak pieczątki w jej paszporcie, SMSy jakie wysłała pastorowi czy też nagranie rozmowy telefonicznej z chińskim urzędnikiem. Jeśli jej słowa są prawdziwe, to to zeznanie jest przełomowe. Jest bowiem pierwszą informacją o tym, że Chińczycy mają tzw. czarne więzienie poza granicami kraju. 

Czarne więzienia – chińskie areszty owiane tajemnicą

Czarne więzienia to system więzień w Chinach, które nie mają oficjalnego statusu i są wyłączone z chińskiego systemu prawnego, często są prowadzone przez prywatne firmy i umieszczane w hotelach, szpitalach itp. Chińscy komuniści wypierają się ich istnienia, ale we wrześniu 2010 roku przyznały, że aresztowano szefa firmy prowadzącej jedno z nich, a w maju tego samego roku strażnik z takiego więzienia został skazany na osiem lat za zgwałcenie jednej z więźniarek. 

Jak donosiła organizacja Human Rights Watch do takich więzień najczęściej wrzucani są obywatele, które składają skargi na postępowanie władz do urzędników. Według obrońców praw człowieka niektórzy składający skargi są porywani prosto z ulicy, zamykani w takich placówkach, gdzie są głodzeni i torturowani aż zgodzą się wycofać swoją skargę. Liczba takich placówek jest nieznana, szacunki wahają się od 7 do 50. 

Yu-Jie Chen, profesor na tajwańskiej Academia Sinici powiedziała, że nie słyszała nigdy o czarnym więzieniu w Dubaju i że jego stworzenie byłoby wysoce niecodzienne. Dodała jednak, że wpisywałoby się to w ostatnie ruchy chińskich komunistów, którzy robią co mogą aby ściągnąć pewne osoby – dysydentów politycznych, członków prześladowanych mniejszości czy wreszcie oskarżonych o korupcję – z powrotem do kraju, co robią przy pomocy zarówno oficjalnych środków jak i tych nieoficjalnych, jak odbieranie im wiz czy naciski na ich rodziny. Dodała, że jeszcze kilka lat temu Chińczycy nie byli tym zainteresowani, ale w ostatnich latach ten trend wyraźnie się odwrócił.

Kierunek - Dubaj

Chen dodała, że szczególnie intensywnie Chiny ścigają Ujgurów uciekających przed prześladowaniami. Organizacja Uyghur Human Rights Project twierdzi w oparciu o powszechnie dostępne dane, raporty prasowe etc., że w latach 1997-2007 Chińczycy ściągnęli do kraju 89 Ujgurów, ale od 2014 do teraz było ich już 1327. Wu i jej narzeczony nie są Ujgurami, należą do stanowiącego w Chinach większość ludu Han.

Zjednoczone Emiraty Arabskie są jednym z najbliższych sojuszników Chin, a władze Dubaju już w przeszłości były oskarżane o to, że przetrzymywały nielegalnie obywateli innych państw na prośbę ich rządów. Adwokat Radha Stirling, założycielka organizacji Detained in Dubai powiedziała AP, że rozmawiała z takimi osobami z Kanady, Indii czy Jordanii. Powiedziała, że nie miała jak na razie kontaktu z nielegalnie przetrzymywanymi Chińczykami, ale nie ma wątpliwości, że Dubaj nie odmówiłby „prośbie tak potężnego sojusznika” jak Chiny.
 

Źródło: niezalezna.pl, AP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane