Mimo zniechęcenia polityką Francuzi w przeważającej większości (72 proc.) są zadowoleni ze swych merów i radnych. Polityka lokalna i ogólnokrajowa to w pewnej mierze dwie różne sprawy dla wyborców. Na przykład, w jednym z sondaży 64 proc. respondentów deklarowało, że w niedzielnych wyborach nie będzie wyrażać poparcia ani też sprzeciwu wobec rządu, tworzonego przez obóz prezydenta Emmanuela Macrona. Jednak na 14 miesięcy przed wyborami prezydenckimi wyniki wyborów samorządowych nieuchronnie będą interpretowane jako wskaźnik nastrojów ogólnokrajowych.
Wybory będą pojedynkiem między partiami tradycyjnymi, dobrze osadzonymi w terenie, jak Partia Socjalistyczna (PS) i Republikanie (LR, gaullistowska prawica), a prawicą (Zjednoczenie Narodowe - RN) i skrajną lewicą (Francja Nieujarzmiona – LFI). Te dwa ostatnie stronnictwa na szczeblu krajowym wywierają coraz większą presję na partie tradycyjne. Ważny będzie moment przed drugą turą, gdy socjaliści będą musieli zadecydować o stanowisku wobec LFI, której wizerunek nadszarpnęła sprawa zabójstwa aktywisty Quentina Deranque’a. Natomiast przed Republikanami coraz wyraźniej stoi pytanie o ewentualne sojusze ze Zjednoczeniem Narodowym, zwłaszcza przeciwko LFI.
Wyniki wyborów będą postrzegane przez pryzmat rosnącego poparcia dla RN, dawnego Frontu Narodowego, w perspektywie wyborów prezydenckich. Już w 2024 roku wybory do Parlamentu Europejskiego i do parlamentu Francji pokazały, że prawica zyskuje zwolenników w różnych grupach społecznych i różnych regionach. Teraz partia Marine Le Pen chce potwierdzić tę dynamikę. Ocenia się także, że tam, gdzie RN walczy o merostwa, frekwencja będzie wskaźnikiem, na ile pozostałe siły polityczne będą w stanie zmobilizować wyborców do wspólnego frontu przeciwko Zjednoczeniu Narodowemu.
Liderzy RN – Le Pen i Jordan Bardella – na razie są ostrożni w prognozach. Prawica nigdy nie miała bowiem dobrych wyników w wyborach lokalnych; ma zaledwie kilkunastu merów. W niedzielnym głosowaniu RN stoczy jednak ważny pojedynek w Marsylii, drugim co do wielkości mieście Francji. Kandydat RN na mera Franck Allisio uzyskiwał tam w sondażach przed pierwszą turą 34 proc. poparcia, a obecny lewicowy mer Benoit Payan - 36 procent.
Skrajna lewica będzie chciała w wyborach poprawić swoją słabą strukturę lokalną. Dotąd LFI, dowodzona przez Jean-Luca Melenchona mało angażowała się w wybory samorządowe, ale tym razem wielu jej deputowanych walczy o mandaty radnych. W Paryżu i Marsylii kandydaci LFI na urzędy mera (odpowiednio: Sophia Chikirou i Sebastien Delogu) są daleko za głównymi rywalami.
LFI i RN najczęściej wystawiły na niedzielne wybory samodzielne listy, bez wchodzenia w sojusze, co jest oceniane jako sposób na promowanie idei, że pojedynek w wyborach prezydenckich w 2027 roku rozegra się pomiędzy tymi dwiema partiami.
Partia Socjalistyczna (PS), której politycy stoją na czele dziewięciu z 20 największych miast Francji, liczy na utrzymanie swego mocnego osadzenia w terenie w perspektywie wyborów prezydenckich. Republikanie (LR) mają nadzieję przede wszystkim na zwycięstwo swej kandydatki, byłej minister kultury Rachidy Dati w walce o urząd mera Paryża. Wygrana Dati oznaczałaby przejęcie przez prawicę stołecznego ratusza po 25 latach rządów socjalistów. Wynik pozostaje jednak otwarty i rozstrzygnie się w drugiej turze. Dati uzyskiwała w sondażach przed pierwszą turą od 26,5 do 29 proc. poparcia, plasując się za kandydatem lewicy Emmanuelem Gregoirem (około 33 proc.).
Prócz batalii w Paryżu i Marsylii uwagę przyciągają wybory mera w Hawrze. O reelekcję ubiega się tam lider centrowej partii Horyzonty i były premier Edouard Philippe – ale jego wygrana nie jest pewna. To ważny sygnał dla polityka, który już zadeklarował chęć startu w wyborach prezydenckich i którego sondaże dotyczące tych wyborów wymieniały jako najmocniejszego potencjalnego rywala prawicy. Philippe przyznał, że przegrana w Hawrze stawiałaby go „w nienajlepszej pozycji do dalszych działań”.
Pierwszą turę wyborów samorządowych (druga odbędzie się 22 marca) przyćmił konflikt na Bliskim Wschodzie i kampania wyborcza zeszła na dalszy plan. Zarazem, dla wyborców priorytetami nie są sprawy międzynarodowe, a tematy krajowe: bezpieczeństwo, ceny (siła nabywcza), opieka zdrowotna, ochrona środowiska. Sondaże prognozują frekwencję na poziomie 65-71 procent.