W USA prezydenckie prawo łaski jest niemal nielimitowane. Prezydent Stanów Zjednoczonych może obniżyć lub całkiem anulować wyrok każdemu. Może nawet ułaskawić kogoś, komu nie postawiono jeszcze w ogóle zarzutów. Teoretycznie, zdaniem niektórych prawników, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ułaskawił sam siebie, gdyby szykowały mu się kłopoty z wymiarem sprawiedliwości.
Trump korzystał z tego prawa znacznie rzadziej niż jego poprzednicy. Być może powodem tego był fakt, że niemal każde z jego ułaskawień kończyło się ostrą krytyką ze strony lewicujących mediów. Te najbardziej kontrowersyjne – jak ułaskawienie skazanego za korupcję byłego kongresmana Duncana Huntera czy swoich doradców, którzy wpadli w kłopoty z prawem przy okazji śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory – zostawił na czas już po wyborach.
Do obecnej chwili Donald Trump wydał tylko 70 ułaskawień. Dla porównania Barrack Obama podczas dwóch kadencji ułaskawił niemal 2 tysiące osób. Jak donosi telewizja Fox News, opierając się na źródłach w Białym Domu, Trump w ostatnich dniach ma zamiar dać jeszcze od 50 do 100 nowych ułaskawień. Ma na to czas do środy w południe. W niedzielę wieczorem miało się odbyć w tej sprawie spotkanie w Białym Domu.
Dokładna lista osób, które zostaną ułaskawione, nie jest jeszcze znana. Wiadomo jednak, że Trump nie da ułaskawień sobie i swojej rodzinie. Lewicujące media od dawna spekulowały, że może się na to zdecydować aby uchronić się przed ewentualnymi procesami, które zostaną wytoczone jemu czy np. jego córce Ivance i jej mężowi Jaredowi Kushnerowi. To, że takie procesy będą, jest niemal oczywiste biorąc pod uwagę, jak bardzo lewica chce się na nim zemścić. Abstrahując od tego, czy Trump w ogóle mógłby ułaskawić samego siebie – zdania wśród ekspertów są w tym temacie podzielone – byłoby to de facto przyznanie się do winy, a to mogłoby mu poważnie zaszkodzić w przyszłej karierze politycznej. Nic więc dziwnego, że prezydent woli zaryzykować, licząc zapewne, że ewentualne polowanie na czarownice zakończy Sąd Najwyższy.
Nie będzie też ułaskawienia dla słynnego sygnalisty Juliana Assange, założyciela portalu Wikileaks, który publikował wykradzione tajne dokumenty. Amerykanie postawili mu 18 zarzutów związanych z łamaniem przez jego portal Ustawy o Szpiegostwie jeszcze w 2010, w czasach Obamy. Assange otrzymał jednak azyl od Ekwadoru i spędził ostatnie lata zamknięty w ich londyńskiej ambasadzie, z policją pilnującą non stop wejścia, aby go aresztować, gdy tylko z niej wyjdzie. W kwietniu 2019 został z niej wyrzucony pod pretekstem złamania zasad azylu i aresztowany. Obecnie siedzi w brytyjskim więzieniu a Amerykanie walczą o jego ekstradycję. Grozi mu aż do 175 lat więzienia.
Assange to w USA bardzo kontrowersyjna postać. Niektórzy twierdzą, że jego działalność naraziła ich bezpieczeństwo narodowe. Inni uważają, że dzięki jego portalowi brudne sprawy polityków wychodzą na jaw, przez co mniej chętnie angażują się oni w nielegalną działalność. Wiele osób naciskało na Trumpa aby go ułaskawił. Ostatnią była słynna aktorka Pamela Anderson, która powiedziała, że usiłuje się spotkać z Trumpem, wykorzystując dawną znajomość – kiedy pracowała jako modelka Playboya bywała zapraszana na jego urodziny – aby poprosić go o to ułaskawienie. Według źródeł Fox nie jest ono jednak brane pod uwagę, chociaż opublikowane przez Assange’a dokumenty kompromitujące Hillary Clinton na pewno pomogły mu w zwycięstwie.
Ułaskawiony nie zostanie również prawnik Trumpa i legendarny burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani. Nie jest on jeszcze o nic oskarżony, ale prokuratura przygląda się jego interesom z dwoma Ukraińcami posiadającymi obywatelstwo USA, Lwem Parnasem i Igorem Frumanem. Mieli oni być jego łącznikami z władzami Ukrainy i przy ich pomocy Giuliani miał lobbować, aby Kijów przeprowadził śledztwo w sprawie podejrzanych interesów syna Bidena. Obaj zostali jakiś czas temu aresztowani za rzekome składanie fałszywych oświadczeń o pieniądzach, które mieli przekazać w 2018 roku republikańskim politykom. To, jaki związek ma Giuliani z tą sprawą i z nimi nie jest na razie jasne – według telewizji CNN, która ją ujawniła, jego nazwisko w żaden sposób nie pada w ich akcie oskarżenia.
Na razie nie wiadomo, czy Trump ułaskawi innego swojego sojusznika, byłego naczelnego portalu Breitbart Steve’a Bannona. W 2016 roku Breitbart był jedynym dużym medium, które otwarcie popierało jego kandydaturę, a Bannon na 88 dni przed wyborami został szefem jego kampanii – wiele osób uważa, że to właśnie on był architektem jego sukcesu. Potem został głównym strategiem Białego Domu, stanowisko to stworzono specjalnie dla niego. Z Białego Domu odszedł w niejasnych okolicznościach w sierpniu 2017, nieoficjalnie mówiło się o jego konflikcie z innymi ludźmi Trumpa.
W sierpniu zeszłego roku Bannon usłyszał zarzuty spisku celem popełnienia oszustwa finansowego i prania brudnych pieniędzy. Bannon i trzech innych oskarżonych mieli używać pieniędzy zbieranych w internecie na budowę muru na granicy z Meksykiem na własne potrzeby. Sam Bannon twierdzi, że jest niewinny i proces jest motywowany politycznie. Obecnie przebywa na wolności po wpłaceniu 5 milionów dolarów kaucji, jego proces ma odbyć się pod koniec maja. To, czy wcześniej zostanie ułaskawiony, na razie nie jest pewne, chociaż większość źródeł twierdzi, że jest to mało prawdopodobne.
Znacznie większe szanse ma na to raper Dwayne Michael Carter Jr., znany lepiej pod pseudonimem Lil Wayne. W grudniu 2019 został aresztowany na Florydzie po tym, gdy znaleziono w jego bagażach pozłacany pistolet Colt kalibru .45, który przywiózł z Kalifornii na pokładzie swojego prywatnego odrzutowca. Miał przy sobie również małe ilości narkotyków. Raper miał wcześniej liczne konflikty z prawem, głównie z powodu broni i narkotyków, więc jako skazany przestępca nie mógł posiadać broni legalnie. W grudniu zeszłego roku przyznał się do winy i czeka na wysokość wyroku, grozi mu do 10 lat.
Ułaskawienie dla kogoś takiego nie jest szczególnie dziwne. Lil Wayne był jednym z niewielu celebrytów, którzy poparli go przed ostatnimi wyborami, publicznie chwalił to, co Trump zrobił dla czarnej społeczności. Co ciekawe Trump ma bardzo bliskie związki z kulturą hip-hopu. Przez długie lata był dla raperów symbolem sukcesu i jego nazwisko pojawiło się w setkach piosenek, a on sam został dzięki temu kulturową ikoną wśród fanów tej muzyki. Po tym gdy został prezydentem raperzy częściej śpiewali o nim w negatywnym kontekście, ale mimo wszystko, jak obliczył portal FiveThirtyEight, w 60% piosenek był bohaterem pozytywnym.