Cyklon w nocy z piątku na sobotę uderzył w Mozambik, a wiatr wiał z prędkością 160 km na godz., co oznacza, że miał drugą kategorię w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona. Po dotarciu w głąb lądu osłabł wprawdzie do burzy tropikalnej, ale nadal siał spustoszenie ulewnymi deszczami w Zimbabwe, Suazi, Botswanie i RPA. W ciągu doby miejscami spadło 250 litrów wody na metr kwadratowy.
Sześć osób zginęło w Mozambiku, dwie w Suazi, trzy w Zimbabwe i po jednej na Madagaskarze i w RPA, gdzie ofiarą śmiertelną jest pięcioletnie dziecko.
- Opady zaczynają powoli ustępować - powiedział dziś Puseletso Mofokeng, jeden z lokalnych meteorologów. Służby ratownicze nadal jednak ostrzegają przed powodziami, które powstają z wylewających rzek i w wyniku pękania tam.
W marcu 2019 roku przez Mozambik oraz Malawi i Zimbabwe przeszedł cyklon Idai, który zabił ponad tysiąc osób. Ok. 50 tys. osób zostało zmuszonych do opuszczenia domów, a skutki żywiołu w sumie odczuło 570 tys. ludzi. Skażona woda pitna stała się źródłem rozprzestrzeniania się cholery.