Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Bunt przeciwko ajatollahom. „Gazeta Polska”: początek końca irańskiej teokracji

Islamska Republika pogrążyła się w chaosie największym od 1979 roku – a więc jej początku. Coraz głębszy kryzys gospodarczy zbiegł się w czasie z osłabieniem międzynarodowej pozycji Iranu. Na najpoważniejsze w historii reżimu protesty władza zareagowała z niespotykanym dotąd okrucieństwem. Nawet jeśli nie jest to jeszcze koniec rządów ajatollahów, to wydarzenia kilku ostatnich tygodni mogą stać się dla irańskiej teokracji tym, czym dla carskiej Rosji była rewolucja 1905 roku. Początkiem końca.

Protesty rozpoczęły się 28 grudnia w Teheranie na Wielkim Bazarze i szybko rozprzestrzeniły się na inne miasta. Wywołał je wzrost cen i gwałtowny spadek kursu irańskiego riala w stosunku do dolara: w ciągu roku amerykańska waluta podrożała o około 80 proc.! W ciągu dwóch tygodni protesty objęły wszystkie 31 prowincji – demonstracje i zamieszki odnotowano w sumie w ponad 200 miejscach, a więc nie tylko w dużych miastach (tych liczących ponad 100 tys. mieszkańców jest około 100). Hasła ekonomiczne szybko przekształciły się w polityczne – aż do żądania całkowitego zniesienia Islamskiej Republiki. Do w pełni pokojowych akcji ulicznych sklepikarzy po kolejnej dewaluacji irańskiego riala szybko dołączyli studenci, miejska i wiejska inteligencja, mniejszości narodowe i po prostu wszyscy niezadowoleni z reżimu sprawującego władzę od 1979 roku. 

Gospodarczy krach systemu

Strajk drobnych kupców, tzw. bazari, który dał początek protestom, był efektem narastających od dawna i pogłębiających się trudności gospodarczych.

Od kilku lat Iran boryka się z inflacją na poziomie 30–40 proc., przy czym ceny żywności w 2025 roku wzrosły o ponad 70 proc. Waluta narodowa, rial, osiągnęła rekordowy poziom 1,45 mln za 1 dolara, podczas gdy jeszcze w 2018 roku kurs wymiany wynosił 55 tys. riali za dolara. Gwałtowne przyspieszenie spadku waluty nastąpiło po izraelsko-amerykańskich atakach w czerwcu 2025 roku. Kilkadziesiąt milionów młodych Irańczyków zmaga się z wysokim bezrobociem i zatrudnieniem poniżej kwalifikacji, z kolei starsze pokolenie odczuwa coraz mocniej problemy z wypłacalnością systemu emerytalnego. We wrześniu ubiegłego roku spadł kolejny cios: Wielka Brytania, Niemcy i Francja ponownie wprowadziły sankcje przewidziane w rezolucjach ONZ w związku z brakiem współpracy Teheranu ws. programu atomowego. Budżet państwa obciąża spadek dochodów z eksportu ropy (coraz więcej problemów ze zbytem plus spadek cen surowca). Do tego dochodzą chroniczne problemy z produkcją energii, a ostatnio katastrofalny kryzys z dostępem do wody.

28 grudnia sprzedawcy importowanej elektroniki w Teheranie, zszokowani nagłym załamaniem kursu waluty, zamknęli swoje sklepy, ogłosili strajk i wezwali do tego samego innych sprzedawców na bazarze. Najpierw władza reagowała dość powściągliwie, uznając nawet słuszność niektórych ekonomicznych żądań. Niewątpliwie Teheran brał też początkowo pod uwagę czynnik zewnętrzny: Donald Trump ostrzegł 2 stycznia przed używaniem siły wobec demonstrantów, a dzień później USA dały pokaz swej siły, porywając Nicolasa Maduro. Jednak ceny nadal rosły, a fala niezadowolenia nasiliła się. Irańczycy wyszli na ulice wszędzie – od małych, biednych miasteczek prowincjonalnych po duże miasta. Narastające protesty i ich radykalizacja, w tym ataki na obiekty państwowe i podpalanie meczetów, skłoniły reżim do przyjęcia ostrego kursu. 8 stycznia odcięto niemal całkowicie internet i poważnie ograniczono łączność telefoniczną, a jednocześnie policja, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i paramilitarne oddziały Basidż z całą siłą uderzyły w demonstrantów, używając masowo ostrej amunicji, także z broni maszynowej. Skala zabijania przewyższyła wszystko, co dotąd widziała irańska ulica.

Mimo że reżim znajduje się pod ogromną presją, wiele wskazuje, że w najbliższym czasie nie upadnie, jeśli utrzyma lojalność struktur siłowych. Przez dziesięciolecia zdominowane przez szyickich duchownych władze podjęły wiele wysiłków, aby stworzyć rozwinięty system przymusu i represji.

Połączenie władzy, pieniędzy, korupcji i ideologii skoncentrowanych w rękach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej sprawia, że ta formacja, będąca swoistym irańskim „deep state”, jest zainteresowana utrzymaniem istniejącego systemu. 

Kontrrewolucja ajatollahów

Kiedy 8 stycznia rozpoczęła się blokada internetu, wielu Irańczyków obawiało się powtórki z poprzednich protestów: gdy internet przestaje działać, zaczynają się zabójstwa. Taki schemat obserwowano w 2017, 2019 i 2022 roku. Obawy się potwierdziły, ale skala represji poraża. Siły bezpieczeństwa strzelają do cywilów, m.in. z broni maszynowej montowanej na pojazdach. Atakują placówki medyczne, porywając rannych demonstrantów i zabijając tych, których nie można było przetransportować. Skala ofiar śmiertelnych jest bezprecedensowa i nieporównywalna z poprzednimi falami protestów. W ciągu trzech tygodni nawet ponad 20 tys. osób (w zdecydowanej większości po 8 stycznia). To nieporównanie więcej niż 1500 ofiar w 2019 roku i około 550 zabitych podczas protestów w latach 2022–2023. 

Reżim postrzega te protesty jako zalążek rewolucji, który musi zostać całkowicie i natychmiast stłumiony. Zrezygnowano z wszelkich wysiłków podejmowanych na początku demonstracji, aby odróżnić „uzasadnione” protesty gospodarcze od „nieuzasadnionych” protestów politycznych. Bez rozłamu w elicie, przejścia wojska na stronę protestujących i zorganizowanej opozycji zmiana reżimu jest mało prawdopodobna. Najwyższy przywódca Ali Chamenei nadal sprawuje kontrolę nad przywództwem, wspierany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, służby wywiadowcze i wymiar sprawiedliwości. Jeden z najwyraźniejszych wskaźników słabości reżimu – mianowicie dezercje wśród elit lub dowódców wojskowych – w pierwszych trzech tygodniach protestów się nie pojawił. Nikt zresztą nie wie, jaki reżim zastąpiłby ajatollahów. Jeden ze scenariuszy mówi o zaostrzeniu represji i radykalizacji polityki zagranicznej po zdominowaniu władzy przez IRGC. Jest też groźba chaosu i separatyzmów, choćby tego najbardziej aktywnego, sunnickich Beludżów w południowo-wschodniej prowincji Sistan i Beludżystan graniczącej z Afganistanem i Pakistanem. Ale też wyraźnie zaktywizowali się kurdyjscy wrogowie reżimu na zachodzie kraju.

Mundury zamiast turbanów?

Reżim trzyma się wciąż mocno nie tylko dzięki lojalności i brutalności struktur siłowych. Głównym problemem irańskiej opozycji jest brak jedności i organizacji w kraju. Pozasystemowa opozycja ma siedzibę za granicą i jest podzielona na kilka obozów: monarchistów na czele z synem obalonego szacha Rezą Pahlavim, lewicową Organizację Mudżahedinów Ludu Irańskiego (kiedyś terrorystyczną, obecnie świecką i mającą siedzibę w Albanii), kurdyjskich i beludżyjskich separatystów. Starszy syn szacha, obalonego w 1979 roku, próbuje stać się przywódcą, którego brakuje przeciwnikom reżimu. Jednak atrakcyjność Rezy dla Irańczyków wydaje się ograniczona historią jego rodziny i jego bliskimi powiązaniami z Izraelem. Należy też pamiętać, że Iran nie jest monolitycznym perskim, szyickim tworem. Powrót rządów szacha lub symbolicznej monarchii z parlamentem może spodobać się mieszkańcom Teheranu. Niekoniecznie ucieszyłoby to nie-Persów, takich jak Kurdowie, Beludżowie i Azerowie.

Reżim irański przetrwał wcześniejsze niepokoje, ale skala i brutalność ostatnich represji, określanych przez aktywistów i organizacje praw człowieka jako „masakry”, stanowią punkt zwrotny, który zdeterminuje przyszłość kraju na długie lata. Umowa społeczna między władzą a większością społeczeństwa, zwłaszcza młodzieżą, uległa nieodwracalnemu zniszczeniu. W oczach protestujących Islamska Republika i Iran to dwa różne byty.

Nawet jeśli Islamska Republika przetrwa obecny kryzys, będzie to jedynie odłożenie wyroku w czasie. Ale otworzyć może drzwi do przebudowy samego systemu. Dla potężnego IRGC niepokoje społeczne stanowią zarówno zagrożenie, jak i szansę. Z jednej strony utrzymująca się niestabilność grozi erozją bazy społecznej. Z drugiej strony kryzysy mają tendencję do zwiększania ich władzy, budżetu i wpływów politycznych. Po śmierci najwyższego przywódcy nie będzie już tak potężnego ajatollaha, który mógłby dorównać Ruhollahowi Chomeiniemu, założycielowi islamskiej republiki, oraz Chameneiowi, następcy, który rządził Iranem przez dziesięciolecia. Jeśli system przetrwa śmierć schorowanego 86-letniego Chameneiego, jest mało prawdopodobne, aby pozostał teokratyczną tyranią w obecnej formie. Zamiast tego Iran dryfowałby w kierunku dyktatury wojskowej ukrytej pod symboliką rewolucyjną, gdzie najważniejsze są mundury, a nie turbany.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane