W czwartek doszło do zamachu samobójczego na osoby tłoczące się pod bramami lotniska międzynarodowego w Kabulu, w którym zginęło 13 amerykańskich żołnierzy i ogromna ilość Afgańczyków. Wkrótce potem amerykańskie siły zbrojne zdecydowały, że na teren lotniska będą wpuszczani tylko obywatele obcych państw, a nie Afgańczycy – nawet jeśli wcześniej przyznano im wizy. Jeszcze przed zamachem z lotniska wystartował ostatni lot ewakuacyjny kanadyjskiego rządu.
Oba te zdarzenia były bardzo złymi wiadomościami dla grupy afgańskich tłumaczy, którzy współpracowali z kanadyjskimi siłami zbrojnymi, oraz ich rodzin. Ich grupa liczyła łącznie 19 osób i podróżowali właśnie na lotnisko w Kabulu i oznaczało to, że nie zostaną na nie wpuszczeni. O ile oczywiście by do niego dotarli, ich wcześniejsze próby okazały się bowiem porażką. Rządy USA i Kanady obiecały im pomoc, ale ich plany opierały się na tym, że na własną rękę dotrą w pobliże bram na lotnisko.
Na szczęście dla nich był wśród nich 49-letni Mohammed Sharif Sharaf, który ostatnią dekadę spędził pracując jako tłumacz i asystent dziennikarzy kanadyjskiego dziennika The Globe and Mail opisujących konflikt w Afganistanie. Jego redakcja uparła się, że nie zostawi go samego i zaczęła szukać sposobu jak pomóc jemu i jego towarzyszom. W końcu w tym celu skontaktowali się z biurem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Ten obiecał im swoją pomoc.
Dziennik ujawnił, że prezydent dotrzymał słowa. Dowództwo ukraińskich sił zbrojnych wydało rozkaz ich uratowania ukraińskim żołnierzom, którzy przebywali akurat na lotnisku. Ci nie patrząc na skrajne niebezpieczeństwo w piątek rano wyszli poza teren lotniska i rozpoczęli poszukiwania. Wcześniej redakcja przekazała im zdjęcia tablic rejestracyjnych minibusów którymi podróżowali. Żołnierze znaleźli poszukiwanych uchodźców na bazarze oddalonym o ok. 600 metrów. Po potwierdzeniu ich tożsamości Ukraińcy otoczyli ich busy i odprowadzili je prosto na lotnisko.
Po dotarciu na miejsce Afgańczycy zostali poprowadzeni do ukraińskiego samolotu wojskowego, na pokładzie którego czekała już grupa Afgańczyków, których Ukraińcy uratowali wcześniej. Razem z nimi polecieli do Islamabadu. W stolicy Pakistanu przesiedli się do wyczarterowanego samolotu pasażerskiego, którym następnie polecieli do Kijowa.
Na razie nie wiadomo kiedy polecą do Kanady – dzień przed akcją Ukraińców biuro kanadyjskiego ministra imigracji Marco Mendicino wystawiło im tzw. dokumenty laissez-passer. Ukraińcy traktują ich jak obywateli Kanady i w każdej chwili mogą polecieć do tego kraju. Te dokumenty spowodowały zamieszanie na lotnisku w Kijowie gdyż pogranicznicy nie mieli pojęcia jak je potraktować, a wielu uchodźców nie miało żadnych innych lub były one nieaktualne. Ostatecznie władze Ukrainy przyznały im 15-dniowe wizy humanitarne a ambasada Kanady obiecała, że jak najszybciej dokona ich przesiedlenia.
Jeden z ewakuowanych, 33-letni ojciec czwórki dzieci Jawed Haqmal, powiedział mediom, że bardzo zaskoczyło ich postępowanie Ukraińców. Wcześniej pracował dwa lata jako tłumacz z kanadyjskimi siłami specjalnymi w prowincji Kandahar. Stwierdził, że od miesiąca starał się załatwić im ewakuację i prosił o pomoc „Amerykanów, Kanadyjczyków, Katarczyków, wszystkich”. Stwierdził, że nikt nie chciał im pomóc bo wszyscy bali się wysłać po nich żołnierzy. Dopiero Ukraińcy odważyli się na takie ryzyko, co bardzo ich zaskoczyło. „Ukraińscy żołnierze byli dla nas jak aniołowie” - stwierdził - „Zrobili świetną robotę. Mają ogromne serca”.
Sytuacja w Afganistanie pogarsza się z każdą godziną i raczej na pewno pogorszy się znacznie kiedy jutro z Kabulu wycofają się amerykańscy żołnierze. Jest więc mało prawdopodobne, żeby taka dramatyczna akcja ratunkowa została powtórzona. Nie oznacza to jednak, że Ukraina przestanie pomagać uchodźcom. Rząd Kanady deklaruje, że będzie ich przyjmował kolejnych i jak ujawnił dziennik poprosił już rząd Ukrainy o pomoc. Chcą, aby uchodźcy, którym uda się przedostać do Pakistanu, trafiali później na Ukrainę, gdzie zostaną poddani sprawdzeniu kontrwywiadowczemu przed przesiedleniem do Kanady.
W wysłanym do redakcji mailu minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba napisał, że jego rząd z radością w tym pomoże. Dodał, że ta operacja zademonstrowała również możliwości ich sił zbrojnych i to dlaczego Ukraina powinna być w końcu przyjęta do NATO. „W tych strasznych okolicznościach nasi oficerowie zademonstrowali odwagę, wysoką klasę i przykładny profesjonalizm” - powiedział.
Roman Waschuk, były ambasador Kanady w Kijowie który posłużył jako łącznik między redakcją i biurem prezydenta Ukrainy, powiedział, że ta operacja była możliwa dzięki wdzięczności, jaką Ukraina odczuwa do Kanady w związku z jej wsparciem w walce z rosyjską agresją. Od początku tego konfliktu Kanada zapewniła Ukrainie ok. 700 milionów dolarów wsparcia wojskowego i utrzymuje w tym kraju rotacyjny kontyngent 200 żołnierzy, którzy szkolą swoich ukraińskich kolegów po fachu. „W pewnym sensie to był zwrot inwestycji kolejnych rządów Kanady w szkolenie ukraińskiej armii” - powiedział mediom.