Jak podała agencja dpa, ministerstwo transportu Niemiec obecnie nie widzi potrzeby szybkiej rozbudowy Kolei Wschodniej (Ostbahn) z Berlina w stronę Kostrzyna nad Odrą.
Rzecznik resortu tłumaczył, że warunkiem awansu trasy do obowiązkowej dla finansowania federalnego kategorii „pilna potrzeba" byłaby pozytywna ocena ogólnogospodarcza. Jak dodał, potrzeba wykorzystania Kolei Wschodniej do międzynarodowego ruchu dalekobieżnego i towarowego, ponad już istniejące połączenia, „nie jest widoczna".
Obecnie trasa z Berlina do przygranicznej miejscowości Kuestrin-Kietz — położonej naprzeciwko Kostrzyna nad Odrą — figuruje w federalnym planie zaledwie jako „potencjalna potrzeba". To dość wymowne, biorąc pod uwagę, jak duże znaczenie połączenie to ma dla strony polskiej.
Polskie i niemieckie regiony proszą, Berlin zwleka
O szybką rozbudowę trasy Berlin–Kostrzyn od lat zabiegają kraje związkowe na wschodzie Niemiec wraz z przygranicznymi województwami zachodniej Polski. Głosy z pogranicza wydają się jednak nie docierać do federalnej stolicy.
Cytowany przez dpa premier Brandenburgii Dietmar Woidke skrytykował własny rząd. Jego zdaniem Niemcy, nie wykorzystując lepszych połączeń z Europą Wschodnią, rezygnują z szansy na włączenie się w polską dynamikę gospodarczą - i z płynących z niej korzyści dla samej niemieckiej gospodarki. To o tyle znamienne, że o wartości współpracy z Polską przypomina Berlinowi jego własny, przygraniczny land.
Paradoksalnie pomóc może... niemiecki remont
Co ciekawe, Kolej Wschodnia mogłaby zyskać na znaczeniu niejako przy okazji - jako trasa objazdowa. W kolejnych latach modernizowana ma być bowiem linia Berlin–Frankfurt nad Odrą, co grozi dużymi utrudnieniami w ruchu.
Niemiecki przewoźnik Deutsche Bahn planuje na 2029 rok kompleksową modernizację linii regionalnej między Berlinem Wschodnim a Frankfurtem nad Odrą - z naprawą torów, sieci trakcyjnej i infrastruktury. Prace mają potrwać dziewięć miesięcy i objąć utrudnieniami około 60 tys. podróżnych. Tyle że część komentatorów, powołując się na wcześniejsze opóźnienia - m.in. przy remoncie linii Berlin–Hamburg - obawia się, że przerwa potrwa znacznie dłużej niż zapowiadane dziewięć miesięcy. Niemiecka punktualność w tym przypadku bywa więc raczej życzeniem niż regułą.