Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Audyt w Arizonie, Teksasie... Republikanie nadal walczą o zbadanie uczciwości wyborów

Władze Teksasu ogłosiły, że przeprowadzą audyt ostatnich wyborów prezydenckich w czterech hrabstwach. Wcześniej taki audyt skończył się w Arizonie, a inne stany również zapowiadają podobne działania. 

Ostatnie wybory prezydenckie w USA stały pod znakiem ogromnej ilości incydentów wyborczych, od gubienia i znajdowania toreb z głosami po niewpuszczanie na ich liczenie republikańskich mężów zaufania. Razem z bardzo zbliżonymi wynikami w kluczowych okręgach wyborczych sprawiło to, że wiele osób jest przekonanych, że zostały sfałszowane. Sondaż z kwietnia pokazał, że aż 50 milionów wyborców Republikanów (ok. 60%) uważa, że Biden doszedł do władzy na skutek oszustwa. 

W piątek zakończył się audyt wyborów w Maricopie, największym hrabstwie w Arizonie, którego przeprowadzenie zlecili Republikanie z Senatu. Przeprowadzająca go firma Cyber Ninjas ogłosiła, że po ponownym przeliczeniu głosów okazało się, że Biden dostał ich nieco więcej niż znalazło się w oficjalnym protokole. Zwrócili jednak uwagę na szereg nieprawidłowości – wysyłanie głosów korespondencyjnych z nieaktualnych adresów, większą ilość głosów niż wyborców w danym okręgu czy duplikaty kopert z głosami. Dodali, że wobec bojkotowania audytu przez władze hrabstwa, które utrudniały im prace jak tylko mogły, ciężko wyciągnąć z tego jakiekolwiek wnioski. Same władze twierdzą, że odkryte przez nich nieregularności są normalne w procesie wyborczym. 

Kolejne stany chcą audytu

Władze Teksasu ujawniły, że też przeprowadzają własny audyt. Będzie on dotyczył uczciwości w wyborach w czterech największych hrabstwach tego stanu – rządzonych przez lewicę Harris i Dallas oraz prawicowych Tarrant – gdzie niespodziewanie wygrał Biden - i Collin. Trump wygrał w Teksasie, ale jego przewaga nad Bidenem – ok. 5,5% - była najmniejszą przewagą republikańskiego kandydata w tym stanie od dekad. Wcześniej władze Teksasu zarzekały się jednak, że ewentualny audyt nie ma związku z wynikami wyborów i jego celem będzie przywrócenie wiary w poprawne działanie systemu wyborczego. Sam Trump poprosił o jego przeprowadzenie gubernatora Grega Abbota na kilka godzin przed tym, gdy go ogłoszono.  

Wielu komentatorów zwróciło uwagę na to, że władze Teksasu ogłosiły go bardzo dyskretnie. Stało się to już w czwartek, kiedy biuro prasowe Sekretarza Stanu napisało w krótkim komunikacie dla mediów, że audyt w tych hrabstwach już się zaczął. Praktycznie nikt tego jednak nie zauważył i media zajęły się tym tematem dopiero w sobotę wieczór. Władze stanu też zachowują na razie milczenie. Wcześniej szef wyborów w biurze sekretarza stanu Keith Ingram twierdził, że wybory w Teksasie przebiegły gładko i w bezpieczny sposób. 

Przedstawiciele hrabstw twierdzą, że o audycie dowiedzieli się dopiero z lokalnych mediów. Władze Dallas, Harris i Tarrant powiedziały mediom, że nie dostali jeszcze żadnych zapytań ani wezwań, władze Collin na razie odmawiają komentarzy. Jeden z urzędników powiedział telewizji CNN, że nawet urzędnicy z biura Sekretarza Stanu nie wiedzieli, że trwa jakiś audyt. 

"Demokracja to nie jest gra"

Władze hrabstw rządzonych przez Demokratów nie ukrywają teraz swojego oburzenia. „To słaby gubernator, otwarcie i bezwstydnie przyjmujący rozkazy od zhańbionego byłego prezydenta. Gubernator Abbot marnuje pieniądze podatników aby deptać po prawie do głosowania Teksańczyków, aby podlizać się swojemu mistrzowi marionetek” - powiedział rządzący Dallas Clay Jenkins. „Demokracja to nie jest gra. Te fałszywe audyty są afrontem dla wszystkich wyborców i czystym podlizywaniem się ekstremistom jak ci, którzy przypuścili szturm na Kapitol” - dodała rządząca Harris Lina Hidalgo. Isabel Longoria, która zarządza w tym hrabstwie wyborami, powiedziała, że kolejna próba zniszczenia wiary w wybory i atak na ich społeczność. 

Zupełnie inaczej zareagował Republikanin Glen Whitley rządzący hrabstwem Tarrant. Powiedział mediom, że oczywiście nie da się zagwarantować, że wybory w jego hrabstwie były w 100% uczciwe, ale jego zdaniem ewentualne oszustwa były tak małe, że nie miały wpływu na ogólny wynik wyborów – a jego urzędnicy zrobili co w ich mocy, żeby zapewnić ich uczciwość. 

Whitley zapowiedział, że jego hrabstwo będzie w pełni współpracować z biurem Sekretarza Stanu w trakcie audytu i otworzą pudełka z głosami jeśli dostaną takie polecenie. Dodał, że jeśli przez ten audyt ludzie będą znowu ufać w uczciwość wyborów, to będzie to pozytyw całej sytuacji. Szef lokalnego oddziału Republikanów Rick Barnes powiedział, że kontakotwali się w tej sprawie z biurami Sekretarza Stanu, Gubernatora i z komisją wyborczą w ich hrabstwie, ale na ich pytania jeszcze nie odpowiedziano. Jego zdaniem audyt ogłoszono za wcześnie i oni sami nie znają jeszcze odpowiedzi na nie. 

Republikanie też reagują

Swoje własne dochodzenie w sprawie uczciwości wyborów rozpoczęli także Republikanie z senatu Pensylwanii. W tym stanie nie będzie to jednak łatwe, bowiem o ile Republikanie mają większość w obu izbach Zgromadzenia Stanowego, o tyle główne stanowiska we władzy wykonawczej i sądowniczej są w rękach Demokratów. Lewica już podjęła próby zablokowania ich audytu przy pomocy sądów. 

W Wisconsin trwają za to aż trzy równoległe śledztwa. Jedno z nich jest prowadzone przez spikera Zgromadzenia Stanowego Robina Vosa, drugie przez stanowego kongresmana Janela Brandtjena a trzecie przez stanowe Biuro Audytów Legislacyjnych (LAB). Śledztwo Vosa ma największy budżet, aż 700 tysięcy dolarów. Śledztwo Brandtjena natrafiło na poważną przeszkodę kiedy Vos odmówił mu podpisania wezwań dla urzędników z dwóch hrabstw. Śledztwo LABu jest najmniej kontrowersyjne i Demokraci twierdzą, że ich zdaniem będzie uczciwe. 

Niewykluczone, że audyty rozpoczną się także w innych stanach. Trump nalega na ich organizację w Michigan – gdzie Republikanie kontrolują Senat – i w Georgii, gdzie republikańskie władze od początku nalegają, że wybory były uczciwe. Niewykluczony jest również audyt na Florydzie, gdzie rządzi gubernator Ron DeSantis, jeden z najbliższych sojuszników Trumpa. Lokalny portal Florida Politics doniósł kilka dni temu, że wpływowy darczyńca Republikanów miał obiecać przekazanie mu 100 tysięcy dolarów na następną kampanię wyborczą jeśli zgodzi się spotkać z nim w tej sprawie. 

Źródło: niezalezna.pl, Texas Star-Tribune, The Hill, CNN

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane