Jak informuje dowództwo ukraińskiej operacji antyterrorystycznej, tylko w sobotę rosyjscy najemnicy ponad 50 razy ostrzelali pozycje ukraińskich żołnierzy. W niedzielę odnotowano już blisko 80 ataków. Z mapy opublikowanej wczoraj przez Ministerstwo Obrony Ukrainy wynika, że napięta sytuacja panuje na zachodnich obrzeżach zarówno obwodu ługańskiego, jak i donieckiego.
Ogółem w weekend śmierć poniosło siedmiu ukraińskich żołnierzy, kilku innych zostało ciężko rannych.– Celem większości ataków wroga jest miejscowość Awdijiwka, położona w obwodzie donieckim – powiedział w weekend Andrij Łysenko, przedstawiciel sztabu operacji antyterrorystycznej (ATO).
Dodatkowo Rosja po raz kolejny łamie ustalone w Mińsku porozumienia, nie tylko dokonując ostrzałów, ale również przerzucając ciężki sprzęt wojskowy i artylerię na wschód Ukrainy. Kilka dni temu okazało się, że do Nowoazowska, kontrolowanego przez najemników Putina, przybyła kilkutysięczna, powietrznodesantowa brygada specnazu, dowodzona przez płk. Wadima Pańkowa. Według obliczeń amerykańskiego think tanku Stratfor obecnie na wschodzie Ukrainy może przebywać nawet 10 tys. rosyjskich wojskowych. Niewykluczone, że w kolejnych dniach przerzuconych zostanie kolejnych kilka tysięcy żołnierzy FR wraz z pełnym uzbrojeniem. – Konflikt o Donbas może trwać przez najbliższe kilka dziesięcioleci. Nic nie wskazuje na to, by sytuacja w tym regionie uległa nagle radykalnej poprawie – powiedziała analityk amerykańskiego ośrodka Stratfor Lauren Goodrich w rozmowie z ukraińskim portalem Apostrophe.
Wpływ na agresywną postawę Rosji, nie tylko względem Ukrainy, ale również państw NATO (o czym świadczą m.in. niedawne incydenty na Bałtyku), mogą mieć pogarszająca się sytuacja tamtejszej gospodarki i coraz niższe ceny ropy naftowej. Czarę goryczy przelał niedzielny trzynastogodzinny szczyt Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), który odbył się w Katarze.