– Takie rozwiązania są wypracowywane, omawiane z potencjalnymi partnerami, ale znów wszystko zależy od tego, na ile przewidywalna i konstruktywna będzie Komisja Europejska w swoim zachowaniu – przekonywał Rosjanin. – Naturalnie nikt nie może narzucić takiego projektu. Rosja zamierza coś takiego zrealizować, jeśli będzie zainteresowanie. Zostało ono potwierdzone przy szeregu okazji – zapewniał.
Przypomniał w tym kontekście memorandum rzymskie o współpracy z Grecją i Włochami przy projekcie Posejdon. Chodzi o dostarczanie rosyjskiego gazu z Turcji do tych śródziemnomorskich krajów. Pieskow nie odniósł się do głównego problemu takiego projektu, czyli zaognionych stosunków Moskwy z Ankarą, które nie pozwalają dokończyć negocjacji cenowych z tureckim BOTAS i spowodowały przekreślenie projektu gazociągu Turkish Stream, mogącego zapewnić dodatkowy wolumen gazu z Rosji w kraju nad Bosforem.
Polityka informacyjna Kremla nie zgadza się z faktami ani liczbami. Mimo to jest skuteczna. To dlatego Rosjanie wciąż mówią o projektach gazowych, które mają dzielić Europę. Niestety część stolic wybiera partykularyzm pod dyktando Moskwy - uważa portal BiznesAlert.pl.
Portal przypomina, że południowy projekt ominięcia Ukrainy w tranzycie gazu do Europy jest głównie obiektem dyskusji w mediach. Północne rozwiązanie, czyli nowy gazociąg przez Morze Bałtyckie, ma poparcie polityczne w Berlinie ze strony wicekanclerza i ministra gospodarki Sigmara Gabriela. Podobne poparcie wyraziła Austria. Także firmy zaangażowane w projekt czynią kolejne przygotowania do realizacji projektu, który także musi uzyskać akceptację zgodności z prawem unijnym ze strony Komisji Europejskiej. Został ogłoszony przetarg na rury, a firmy z konsorcjum Nord Stream 2 rozdają już kontrakty podwykonawcom, np. przemysłowi stalowemu w Niemczech.
Czytaj też: Starcie Dudy z Schulzem. Prezydent przypomniał Nord Stream 2, Niemiec bronił się uchodźcami