Zdaniem szefa amerykańskiego wywiadu (DNI) Jamesa Clappera islamscy ekstremiści wykorzystują każdą sytuację, by umocnić swoją pozycję na Zachodzie. – Dżihadystom z IS jest na rękę chaos panujący w Europie w związku z kryzysem imigracyjnym. Terroryści wykorzystują go do infiltracji Unii Europejskiej – przyznał przed kilkoma dniami Clapper. Z tego powodu zagrożenie atakami terrorystycznymi w Europie jest najwyższe od ponad 10 lat. Według Europejskiego Urzędu Policji (Europol) obecnie na Starym Kontynencie przebywa od 3 tys. do nawet 5 tys. zwolenników Państwa Islamskiego (IS). Zanim terroryści przyjechali do Europy, odbyli na Bliskim Wschodzie liczne szkolenia w obozach IS. – Część ekspertów jest zdania, że zamachy na Zachodzie, np. w Paryżu, są oznaką słabości IS, które eksponuje swoją siłę na zewnątrz. To jednak błędne myślenie – mówi w rozmowie z „Codzienną” Kacper Rękawek, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Dodaje, że gdyby Państwo Islamskie rzeczywiście było w słabej kondycji, to nie wysyłałoby swoich zwolenników do Europy i nie tworzyło filii np. na północy Afryki. – Drugą oznaką siły IS może być fakt, że ta terrorystyczna organizacja zdołała się utrzymać kilka lat temu w Iraku, gdzie przebywało wówczas 100 tys. amerykańskich żołnierzy – przekonuje ekspert PISM.
W nieco innym świetle postępującą potęgę islamskiego kalifatu przedstawia dr Małgorzata Bonikowska z Centrum Stosunków Międzynarodowych (CSM). – Organizacje, z których Państwo Islamskie się wywodzi, przez wiele lat po cichu i na szczeblu lokalnym przyciągały swoją ideologią młodych muzułmanów. Gdy w kwestię walki z IS włączył się niemal cały świat, ekstremistyczna ideologia zyskała zwolenników w wielu krajach – mówi ekspert CSM w rozmowie z „Codzienną”. Dodaje, że niebagatelną rolę w „promocji” Państwa Islamskiego odgrywa Rosja. – Kreml nie chce, by IS znacząco się rozrosło, ale nie chce również, aby zostało pokonane. To oznaczałoby koniec rosyjskiej walki o odzyskanie wpływów na Bliskim Wschodzie – przewiduje dr Bonikowska.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".