W pierwszym kwartale ubiegłego roku liczba incydentów wzrosła aż o 230 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2009. W przypadku obu tupolewów liczba awarii zwiększyła się ponadtrzykrotnie.
Od stycznia do marca 2010 r. w Tu-154m101, który rozbił się na Siewiernym 10 kwietnia ub.r., doszło do uszkodzenia m.in. jednego z bloków w instalacji pomiaru drgań, uszkodzenia wskaźnika układu pomiaru wysokości, a także agregatu sterowania wychyleniem lotek oraz do zakłócenia pracy odbiorników satelitarnych i niesprawności systemu pomiaru oleju, co może skutkować zakłóceniem pracy silników. Z analizy stanu bezpieczeństwa lotów w 36. SPLT za pierwszy kwartał 2010 r., sporządzonej w maju ub.r. wynika, że pułk odnotował znaczny wzrost zdarzeń typu "R", spowodowany niewłaściwym remontem statku powietrznego - czytamy w "Naszym Dzienniku". Wśród czynników mających wpływ na zwiększoną awaryjność autor dokumentu mjr Andrzej Borowy, starszy inspektor bezpieczeństwa lotów, wymienia m.in.: nieprawidłowo konstruowane umowy na remonty za granicą, powodujące zaniżenie poziomu prac, trudności w pozyskiwaniu części zamiennych, obniżenie limitów treningowych dla pilotów, parkowanie samolotów i ich obsługa pod chmurką z powodu wyłączenia z eksploatacji hangaru nr 2, permanentne szkolenie z powodu dużej rotacji personelu latającego i technicznego.
Przymnijmy, że zakłady w Samarze należą do Olega Deripaski, dobrego znajomego Władimira Putina. Deripaska był przesłuchiwany przez prokuratorów państw zachodnich w związku z podejrzeniami o pranie brudnych pieniędzy i związki z mafią. Dostał też zakaz wjazdu do USA. Pisała o tym szerzej "Gazeta Polska".
"GP" ustaliła także, że na remont do Samary (wcześniej tupolewy były naprawiane w podmoskiewskim Wnukowie) skierował samolotu zwycięzca przetargu rozpisanego przez MON: konsorcjum firm Polit Elektronik i MAW Telecom. Foldery reklamowe tej ostatniej firmy rozsyłało kilka miesięcy przez katastrofą smoleńską biuro ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.