Tuż obok miejsca, w którym do czwartku będzie trwała konwencja Obamy, Republikanie zorganizowali swój sztab, ma on być czymś w rodzaju jednostki szybkiego reagowania błyskawicznie odpowiadającej na koncepcje pojawiające się w obozie przeciwnika.
Mają organizować konferencje prasowe, prowadzić stronę internetową i przygotowywać materiały filmowe. Jednym z celów jest dotarcie do wahających się wyborców, którzy cztery lata temu poparli Obamę, ale teraz są sfrustrowani spadającymi dochodami czy brakiem pracy. Chodzi o blisko 5 proc. wyborców, którzy w dalszym ciągu nie mogą się zdecydować – to ich głosy mogą zaważyć na wynikach wyborów.
W atakach na Romneya Demokraci mają wykorzystać wypowiedzi pracowników Bain Capital, firmy, która swego czasu należała do kandydata Republikanów. Sztabowcy Romneya zapewniają, że są w stanie skutecznie odeprzeć te ataki i sprawić, że właściciele małych firm z większą podejrzliwością spojrzą na program obecnego prezydenta.
Sam Romney, odnosząc się do oskarżeń związanych z Bain, powiedział, że kampania Obamy koncentruje się na krytykowaniu sukcesów. „W Ameryce cieszymy się z sukcesów, nie przepraszamy za nie”.
Paul Ryan w przeddzień startu konwencji Demokratów pojawił się w Karolinie Północnej i skrytykował obecną administrację. Kandydat Republikanów na wiceprezydenta, przemawiając do tysięcy uczestników wiecu zgromadzonych w Greenville, przywołał motyw z kampanii Ronalda Reagana. – Właściwie każdy prezydent od czasów wielkiego kryzysu, który kandydował na drugą kadencję, mógł powiedzieć po czterech latach swojej prezydentury, że jest lepiej niż w chwili, kiedy obejmował urząd. Każdy z wyjątkiem Jimmy’ego Cartera i Baracka Obamy – podsumował Ryan. – Obama sprawił, że na kadencję Cartera patrzymy teraz jak na stare dobre czasy – dodał sarkastycznie. W opinii Amerykanów czasy prezydentury Jimmy’ego Cartera kojarzone z recesją, bezrobociem i spadkiem znaczenia kraju na arenie międzynarodowej uważane są za najgorsze w powojennej historii USA.
Według poniedziałkowych sondaży Romney z 47 proc. poparcia wyprzedza Obamę, który uzyskał 43 proc., a gdy zapytano respondentów, który z kandydatów jest bardziej kompetentny w sprawach gospodarczych, na Romneya wskazało 52 proc. (na Obamę jedynie 39 proc.).
Republikanie wskazują, że po euforii, która cztery lata temu niosła Obamę do zwycięstwa, nie ma śladu. Dlatego Demokraci stanęli na głowie, by podczas czwartkowego podsumowania konwencji na stadionie Bank of America nie było pustych miejsc. Zmobilizowano wolontariuszy i działaczy partyjnych, którzy stanowią jedną trzecią uczestników.
Trudno liczyć na szczególną spontaniczność tłumów w Karolinie Płn., w której stopa bezrobocia przekracza średnią krajową i gdzie zakazano zawierania małżeństw homoseksualnych w tym samym czasie, gdy prezydent ogłosił swoje poparcie dla tego typu związków. By zapełnić stadion mogący pomieścić 74 tys. osób, zorganizowano autokary, które mają przywieźć grupy studentów z całego stanu. W podobny sposób mają przybyć do Charlotte członkowie afroamerykańskich wspólnot kościelnych z sąsiedniej Karoliny Południowej.
Czwartkowa impreza wyborcza będzie z pewnością porównywana z finałem konwencji z 2008 r. kiedy liczący 84 tys. ludzi tłum pełnych entuzjazmu zwolenników Obamy wypełnił po brzegi stadion w Denver. Wtedy nikt nie pytał o to, czy Obama będzie w stanie wypełnić stadion – na jego wiece wyborcze w całym kraju przychodziły dziesiątki tysięcy zwolenników. Tym razem tłumy są znacznie mniejsze. Największą widownię w jego kampanii zanotowano w maju, gdy 14 tys. osób wzięło udział w spotkaniu na Uniwersytecie Stanowym w Ohio.
O ile sztab Obamy jest w stanie za pomocą struktur partyjnych w sąsiednich stanach zorganizować dowóz uczestników i wypełnić puste miejsca, jest czynnik, na który nie ma wpływu. Organizatorzy obawiają się, że ich plany pokrzyżuje pogoda, która może zepsuć imprezę odbywającą się na otwartym stadionie. Prognozy przewidują, że w czwartek nad Charlotte przejdą burze.
