Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Charyzmatyczni inaczej

W Tampie na Florydzie odbyła się przedwyborcza konwencja Partii Republikańskiej.

Autor:

W Tampie na Florydzie odbyła się przedwyborcza konwencja Partii Republikańskiej. Mitt Romney został mianowany na kandydata na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, a Paul Ryan na kandydata na wiceprezydenta. Warto było obserwować reakcję naszych europejskich obserwatorów na to wydarzenie, a zwłaszcza speców od Stanów Zjednoczonych. Polskich również.

Jeden z nich spisał Romneya na straty, bo Romney nie ma charyzmy. Co to takiego charyzma i skąd bierze się to określenie? Założę się, że większość moich rodaków nie wie, co ono znaczy. Dlaczego według poprawnie politycznej Europy i III RP Barack Obama jest obdarzony tą charyzmą, a Romney nie. I co najważniejsze, szafują tym określeniem różni wyznawcy ideologii lewacko-liberalnej, czyli nie chrześcijańskiej. A tymczasem charyzma wywodzi się z teologii chrześcijańskiej. Człowiek obdarzony charyzmą, to ktoś wyjątkowy, obdarowany łaską boską, czyli „darem Bożym”. A nie darem „Krytyki Politycznej” albo „Gazety Wyborczej”, nawet nie „Tygodnika Powszechnego”.

Barack Obama został obdarzony łaską komitetu noblowskiego, bo dostał Pokojową Nagrodę za to, że chciał dobrze. A także łaską społeczeństwa, które go wybrało. Bo ma charyzmę. Po pierwsze jest czarny, to znaczy jest Afroamerykaninem, a to jest powód, żeby mieć charyzmę. Nie może mieć charyzmy jakiś biały mormon ani jego kandydat na wiceprezydenta, gorliwy katolik. Tacy nie dostąpią Bożej łaski, bo Bóg to przeżytek i ciemnota, bogami jesteśmy my, medialni bohaterowie ciemnych mas. Taki Tusk na przykład, co to jest wcieloną charyzmą i dlatego został  po raz drugi premierem. Charyzma, według współczesnych uczonych, np. według wybitnego niemieckiego socjologa Maksa Webera, to umiejętność wpływania na ogół obywateli, naturalnie bez udziału Bożej łaski. Ronald Reagan nie tylko nie miał charyzmy, obwołano go nawet głupkiem i marnym aktorzyną. Ale został obdarzony łaską boską, obalił komunę i był, co próbują zdezawuować komentatorzy charyzmatyczni inaczej, najwybitniejszym prezydentem w historii USA. I coś z naszego europejskiego podwórka. Sztywny i niemedialny François Hollande pokonał wielce charyzmatycznego Nicolasa Sarkozy’ego. Okazało się bowiem, że pajacowanie przed kamerami nie gwarantuje powodzenia. Trzeba jeszcze mieć coś do zaoferowania obywatelom, oprócz Angeli Merkel.

Dzięki takim „charyzmatykom” rozkwitają „zielone wyspy” i afroamerykańskie bezrobocie. I upadają rządy. Rządy zbudowane na efektach medialnych, lecz niezdolne do rządzenia. Bo pozbawione bożej łaski, czyli rozumu, kompetencji i wiedzy. Charyzmatycznych polityków nie uświadczysz w pozbawionym rozsądku świecie. A jak się jakiś pojawi, trzeba go zadeptać, bo psuje krajobraz. Właśnie padło na Romneya. Nie ma charyzmy, bo jest jakiś taki sztywny. Co innego Obama, on jest na luzie, tak jak cały zachodni świat, który podąża do zguby w rytmie tam tamów.



Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat