Choć miejscem ostatniego natarcia Amerykanów ma być prowincja Ghazni, Polacy nie wezmą w nim udziału. Kilka tygodni temu przenieśli się na spokojną północ prowincji, zamieszkaną przez Hazarów, Uzbeków i Tadżyków, zaś na niebezpiecznym, pasztuńskim południu zluzowali ich Amerykanie z 82. dywizji powietrzno-desantowej, przerzuceni tu z afgańskiego południa.
Wiosną Amerykanie rozpoczną wielką pacyfikację południowego powiatu Andar, głównej twierdzy afgańskich partyzantów w Ghazni. Kontrolując większą część prowincji, partyzanci nie tylko szachują najważniejszą drogę kraju, wiodącą z Kabulu do Kandaharu, ale przerzucają przez Ghazni ludzi i broń z kryjówek w Pakistanie, a nawet przeprawiają się stamtąd na zbrojne operacje pod afgańską stolicę, Kabul. Celem wiosennego natarcia Amerykanów będzie „oczyszczenie” prowincji Ghazni z partyzantów, zanim zostanie ona przekazana pod kontrolę afgańskiemu wojsku rządowemu (na razie kontroluje ono jedynie stolicę prowincji, miasto Ghazni).
Pacyfikacja Ghazni potrwa do lata i będzie najpewniej ostatnią wielką operacją zbrojną Amerykanów w trwającej 11. rok afgańskiej wojnie. Amerykanie wycofują swoje wojska z Afganistanu i już jesienią będzie ich tam za mało, by prowadzić kolejne, wielkie ofensywy.
