- Trybunał w Strasburgu musiał skonstatować, że Władimirowi Putinowi nie udaje się rozrachunek z historią, albo nie chce go dokonać, nawet gdy chodzi o „uznanie bezspornej rzeczywistości zbrodni stalinowskich” - pisze „Corriere della Sera”.
Gazeta zamieściła na swoich łamach obszerny komentarz w sprawie orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał, że masowy mord dokonany na polskich jeńcach można traktować jako zbrodnię wojenną i że nie ulega ona przedawnieniu. Ponadto Trybunał stwierdził, że Rosja w sposób poniżający traktowała krewnych ofiar zbrodni katyńskiej.
W komentarzu do tego orzeczenia przytoczono jego fragmenty, w których mowa jest o tym, że „niechęć władz rosyjskich do potwierdzenia, co rzeczywiście wydarzyło się w Katyniu, była uderzająca dla Trybunału” i o „umyślnym zaciemnianiu” okoliczności zbrodni katyńskiej.
- Z drugiej strony jest logika w tym uporze (...) Wystarczy pomyśleć, że w Moskwie rozważają możliwość ponownego ustawienia na piedestale na Placu Łubiańskim pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, osławionego założyciela Czeka, tajnej policji, poprzedniczki KGB (...) Nicią, która wiąże te fakty jest właśnie człowiek niedawno ponownie wybrany na szczyt władzy na Kremlu; Putin, który niegdyś wyszedł z szeregów KGB. Jak powiadają dotąd w Moskwie agenci, kiedy mówią o sobie: kto był czekistą, zawsze nim jest - ocenia autor komentarza zatytułowanego „Przemilczanie zbrodni katyńskiej, nić KGB, która wiedzie do Putina”.
