Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie informuje, że grupa dezerterów zaatakowała wojskowy punkt kontrolny w 90-tysięcznym mieście Maarrat an-Numan, które leży w prowincji Idlib, na zachodzie Syrii. W wyniku walk, podczas ataku zginęło co najmniej dziesięciu żołnierzy wiernych syryjskiemu reżimowi.
Od piątku trwa ofensywa wojsk rządowych w tym górskim regionie, graniczącym z Turcją. Jej celem jest stłumienie antyreżimowego powstania i przejęcie kontroli nad miastem Idlib oraz innymi miejscowościami, gdzie chronią się rebelianci.
W mieście Idlib, oddalonym o godzinę drogi od Maarat al-Numaan, wciąż trwają walki. Siły rządowe kontrolują tylko część miasta, w poniedziałek armia bombardowała dzielnice Dbejt i As-Saura. Według świadków po ulicach krążą czołgi i pojazdy opancerzone, przerwane są dostawy wody i prądu, nie działają telefony komórkowe i stacjonarne.
W wyniku gwałtownych starć między wojskiem a rebeliantami zarówno w mieście, jak i w całej prowincji Idlib zginęło w ostatnich dniach kilkanaście osób.
Przeciwnicy prezydenta Baszara al-Assada obawiają się, że w Idlib dojdzie do takiej ofensywy sił wiernych reżimowi jak w zbuntowanym Hims, zdobytym przez wojska Assada 1 marca po prawie miesięcznym oblężeniu i intensywnym bombardowaniu.
Rewolta w Syrii przeciwko reżimowi Assada, inspirowana arabską wiosną, trwa od roku. Według szacunków ONZ w wyniku tłumienia antyprezydenckich wystąpień przez siły rządowe oraz starć z dezerterami z armii zginęło co najmniej 7500 ludzi. Opozycja syryjska mówi o co najmniej 8,5 tys. ofiar, w większości cywilów. Władze syryjskie o rewoltę oskarżają „terrorystów”, którzy chcą podzielić kraj.
