Reuters zauważa, że Panetta próbował jednocześnie przedstawić strzelaninę jako odosobniony przypadek, który nie zmieni planów stopniowego uporządkowanego wycofania amerykańskich sił bojowych z Afganistanu do końca r. 2014.
- Wojna to piekło. Do tego rodzaju zdarzeń i incydentów będzie dochodzić, dochodzi na każdej wojnie. To straszliwie zdarzenia. I to nie jest pierwsze z nich i zapewne nie będzie ostatnie. Nie możemy jednak pozwolić, by takie zdarzenia podkopywały naszą strategię czy misję, w której uczestniczymy - powiedział Panetta.
Szef resortu obrony USA powiedział, że wciąż nie są jasne motywy działania wojskowego. Panetta podkreślił, że sprawą zajmuje się wojskowy wymiar sprawiedliwości. Pytany, czy w tej sprawie może być rozważana kara śmierci, Panetta odpowiedział, że na ile jest mu wiadome, w tej sprawie może być brana pod uwagę.
Talibowie są całą sytuacją oburzeni i grożą, że będą obcinać głowy amerykańskim żołnierzom w zemście za masakrę w Kandaharze.
- Islamski Emirat jeszcze raz ostrzega amerykańskie zwierzęta, że mudżahedini wezmą odwet i, z pomocą Allaha, będą zabijać i obcinać głowy waszym sadystycznym i żądnym krwi żołnierzom - oświadczył rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid w komunikacie wysłanym pocztą elektroniczną.
Nazwy Islamski Emirat używali talibowie w odniesieniu do Afganistanu, kiedy rządzili w nim w latach 1996-2001.
Jest to już druga groźba ze strony talibów, od kiedy w nocy z soboty na niedzielę doszło do masakry w prowincji Kandahar. W poniedziałek islamscy rebelianci poprzysięgli zemstę, zapowiadając podwojenie ataków.
Według mieszkańców trzech wsi, w których doszło do masakry, sierżant armii USA chodził od drzwi do drzwi i strzelał do cywilów. Zabił 16 osób, w tym dziewięcioro dzieci; ciała niektórych ofiar podpalił. Żołnierz, który w pojedynkę dokonał ataku, został zatrzymany i przebywa w bazie NATO. Śledztwo w jego sprawie prowadzą amerykańskie władze wojskowe we współpracy z władzami afgańskimi.

