Był Pan na obu demonstracjach - na pl. Bołotnym i Prospekcie Sacharowa. Co zmieniło się przez te ostatnie dwa tygodnie. Niezadowolenie społeczne wzrosło?
Oprócz tego, że sobotnie protesty zgromadziły o wiele więcej uczestników, zostały one też lepiej zorganizowane i przemyślane. Na Prospekcie Sacharowa roiło się od dowcipnych, ostrych plakatów i transparentów. Poza tym, ludzie skoncentrowali swój gniew konkretnie na Władimirze Putinie. Przypomnę, że w przerwie między protestami odbyła się w telewizji tak zwana „Rozmowa z premierem”, kiedy Putin w ciągu 4 godz. i 33 min. odpowiadał na pytania obywateli. Oczywiście nie mógł ominąć kwestii protestów. Postanowił więc wyśmiać ludzi, porównując ich do stada małp, a symbol pierwszej demonstracji - białą wstęgę przypiętą do ubrania – do prezerwatywy. Najpierw ludzie zostali oszukani podczas wyborów, a potem opluci z ekranu telewizora. To spotęgowało gniew.
W sobotę, podczas manifestacji na Prospekcie Sacharowa, skłócony z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem były minister finansów Aleksiej Kudrin powiedział, że Rosji grozi rewolucja. Czy naprawdę czuć dziś podryw rewolucyjny na rosyjskiej ulicy?
Większość mówców występujących na demonstracjach nawołuje do zachowania spokoju oraz ignorowania prowokatorów, którzy zachęcają ludzi do sztormu na Kreml z kijami. Wydaje mi się, że większość Rosjan, którzy uczestniczą w protestach, nie chce przelewu krwi, tylko chce w sposób pokojowy podkreślić swe prawa i domagać się ich przestrzegania. Sami uciszają prowokatorów, którzy od czasu do czasu pojawiają się w tłumie. Jak dalej rozwinie się sytuacja? Trudno to dziś jednoznacznie stwierdzić. Na razie demonstranci czekają na reakcję rządzących elit. Zdaniem rosyjskich ekspertów nastroje zdecydowanie uległy zaostrzeniu, tuż przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, zaplanowanymi na 4 marca 2012 roku. Póki co jednak w Rosji zbliżają się ferie zimowe, prawosławne Święta i Sylwester. To uspokoi nastroje społeczne, bowiem wiadomo, że ciężko co dwa tygodnie zebrać sto tysięcy osób. Gniew jednak ludziom tak zupełnie nie przejdzie, bo władze, wsadzając do więzienia opozycjonistów, same dolewają oliwy do ognia.
Czy dziś istnieje w Rosji polityk, który mógłby poprowadzić protestujących?
Większość osób przychodzi na demonstracje nie z powodu konkretnych polityków. Dziś głównym liderem opozycji w Rosji jest założyciel portalu Facebook Mark Zuckerberg i portal Twitter. Myślę, że to naprawdę oddolny protest. Krótko przed rozpoczęciem manifestacji na Prospekcie Sacharowa przeprowadzono na Facebooku sondaż, kogo Rosjanie chcieliby zobaczyć jako mówcę w tym dniu protestu. Pierwsze miejsce zajął dziennikarz telewizyjny Leonid Parfionow. Drugie – bloger Aleksiej Nawalny. Za nimi uplasował się pisarz Boris Akunin. Politycy pojawili się dopiero pod koniec pierwszej dziesiątki. To najlepiej świadczy o tym, że obecnie Rosjanie nie liczą już na polityków. Ludzie liczą na siebie samych.
Według organizatorów demonstracja rosyjskiej opozycji pod hasłem „O nowe wybory”, zgromadziła w sobotę na Prospekcie Sacharowa w Moskwie nawet 120 tysięcy osób. Była to kontynuacja protestów, do których doszło dwa tygodnie temu na moskiewskim pl. Bołotnym. Jej uczestnicy manifestowali przeciwko fałszerstwom podczas głosowania w wyborach do rosyjskiego parlamentu, Dumy Państwowej, które odbyły się 4 grudnia. W bezprecedensowych w ciągu ostatnich lat protestach Rosjanie żądają przeprowadzenia ponownych wyborów parlamentarnych, dymisji szefa Centralnej Komisji Wyborczej Władimira Czurowa oraz uwolnienia opozycjonistów, zatrzymanych podczas poprzednich manifestacji.
