Przyszły prezydent trafił tam za obronę praw człowieka, a przyszły hierarcha za wydawanie książek katolickich. Obaj też po odbyciu kary pozbawieni byli prawa do wykonywania zawodu. Nic tak nie łączy, jak wspólna niedola – mówi stare powiedzenie. Szkoda, że nie pamiętają o tym niektórzy działacze polskiej opozycji antykomunistycznej, którzy w stanie wojennym korzystali z pomocy wielu księży, a dziś jako prominenci rządowi lub partyjni zaciekle ich atakują. Powinni więc uczyć się od Havla, że ponad podziałami światopoglądowymi i politycznymi są autentyczne wartości.
