Okazuje się, że straż pożarna z lotniska, znajdującego się niecały kilometr od miejsca katastrofy, przyjechała później niż ratownicy z miasta oddalonego o 17 kilometrów.
Świadkowie zdarzenia twierdzą, że strażacy z lotniska przyjechali dopiero 20 minut po katastrofie, choć to właśnie ta ekipa była najbliżej.
- Można było uratować więcej osób, gdyby strażacy przyjechali szybciej. Wyciągaliśmy ludzi i układaliśmy ich tam, gdzie teraz leżą kwiaty. Potem były jeszcze dwa wybuchy, na rannych runęła część samolotu i zginęli - ich nie udało się uratować – tłumaczył w rozmowie z korespondentem RMF FM jeden ze świadków katastrofy.
Przed przybyciem ekip ratunkowych akcję ratunkową rozpoczęli okoliczni mieszkańcy, którzy bez użycia specjalistycznego sprzętu ratowali rannych z płonącego samolotu.