Jego zdaniem, skupiono się w debacie na temat ekstremizmów tak bardzo na islamizmie i skrajnej prawicy, że „zapomniano zupełnie o przestępstwach na tle lewicowym”.
Schroeder przypomniał o długiej historii przemocy na tle skrajnie lewicowym w Niemczech:
„Z brutalnym ekstremizmem lewicowym mamy do czynienia od dziesięcioleci. Obecnie przeżywamy ponowne nasilenie przemocy. Należy jednak pamiętać o tym, że skłonność do przemocy była od początku w tym środowisku”.
Naukowiec skomentował rozruchy, które towarzyszyły szczytowi G20 w Hamburgu 7 i 8 lipca. „Przypomniały one społeczeństwu, że istnieje także przemoc skrajnie lewicowa”. Wyraził jednak obawę, że temat „zniknie po kilku tygodniach z debaty publicznej”. W centrum uwagi staną wkrótce „znowu islamizm i ekstremizm prawicowy" - powiedział.
Wykładowca Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego zwrócił również uwagę na „szeroką akceptację“ dla ekstremizmu lewicowego w środowiskach lewicowych. Z jego relacji wynika, iż istnieją ponadto "powiązania" między środowiskiem skrajnie lewicowym a ugrupowaniami politycznymi – np. Zielonymi czy partią Lewica.
Postawę akceptującą dla poglądów skrajnie lewicowych dostrzegł poza tym w częściach społeczeństwa niemieckiego, które „spostrzegają ekstremizm lewicowy inaczej niż ekstremizm prawicowy.“ „Część społeczeństwa niemieckiego podziela poglądy antykapitalistyczne. Podobnie jak środowiska skrajnie lewicowe jest ona nastawiona krytycznie wobec ustroju demokracji parlamentarnej" – powiedział.
Według Schroedera „jest wielu Niemców o nastawieniu liberalno-lewicowym“, którzy „akceptują przemoc skrajnie lewicową“. Uważają oni, że „cele ekstremistów lewicowych są dobre, a cele uświęcają środki“. To nastawienie spowodowało, iż „lewicowi zadymiarze mieli w Hamburgu więcej zwolenników niż przeciwników“ – tłumaczy politolog.