Iga Świątek wraca na trawę w trudnym momencie kariery. To będzie jej siódmy seniorski start w Londynie, a dotychczasowe wyniki pokazują, że Wimbledon nigdy nie był jej naturalnym środowiskiem. Po ubiegłorocznym triumfie – wywalczonym z zaskoczenia, po słabej wiośnie i z ósmym numerem rozstawienia – tym razem presja jest nieporównywalnie większa. Sama przyznała, że rok temu pomogło jej to, że nikt niczego od niej nie oczekiwał. Teraz sytuacja jest odwrotna.
Trudny rok Igi Świątek
Sezon 2026 jest dla Świątek jeszcze trudniejszy niż poprzedni. Ma na koncie tylko jeden półfinał, a na trawie rozegrała jedno spotkanie – przegrane z Emmą Navarro w Bad Homburg, gdzie rok wcześniej była w finale. To niepokojący sygnał przed turniejem, w którym broni największej możliwej zdobyczy rankingowej.
Pierwsza rywalka, Taylor Townsend, nie powinna stanowić zagrożenia – Amerykanka nigdy nie przeszła drugiej rundy Wimbledonu. Ale już kolejne mecze mogą być dla Polki pułapką. W drugiej rundzie czeka zwyciężczyni starcia Karolina Pliskova – Tereza Valentova. Pliskova to była liderka rankingu i finalistka Wimbledonu, która wraca po rocznej przerwie. Valentova to z kolei młoda, dynamiczna Czeszka, która potrafi zaskoczyć.
Najgłośniejszym nazwiskiem w potencjalnej ścieżce Świątek jest jednak Serena Williams. 44‑letnia legenda wraca do gry z „dziką kartą” i wciąż potrafi wywołać respekt samą obecnością w drabince. W ćwierćfinale Polka może trafić na jedną z rywalek, które w ostatnich miesiącach sprawiły jej problemy – Elinę Switolinę, Martę Kostiuk lub wspomnianą Navarro.
W tej samej połówce drabinki znalazła się również Jelena Rybakina, jedna z najgroźniejszych tenisistek na trawie. To oznacza, że droga do obrony tytułu będzie wyjątkowo wymagająca. Wimbledon zapowiada się więc dla Świątek jako turniej prawdy. Albo wróci na właściwe tory, albo czeka ją największy rankingowy spadek od lat.