Odejście Stocha oznacza koniec jednego z najbardziej udanych okresów w historii polskich skoków narciarskich. Przez lata to właśnie on, Piotr Żyła i Kubacki stanowili trzon reprezentacji, która regularnie walczyła o medale największych imprez.
Nowa rzeczywistość w polskich skokach
Jest inaczej, bo przez większą część życia razem startowaliśmy w zawodach i jeździliśmy na zgrupowania. To się skończyło, ale Kamil wciąż pozostaje naszym kolegą
- powiedział Kubacki.
Jednocześnie coraz wyraźniej widać zmianę pokoleniową. Potwierdziły to październikowe mistrzostwa Polski w Zakopanem, gdzie triumfował 19-letni Kacper Tomasiak przed Pawłem Wąskiem i Klemensem Joniakiem. Tym razem doświadczeni Kubacki i Żyła nie odegrali głównych ról w walce o medale. Sam Kubacki nie ukrywa jednak, że cieszy go rozwój młodszych kolegów.
Wiecznie skakać nie będziemy. Mam nadzieję, że młodzi będą czerpać z naszego doświadczenia i dzięki temu łatwiej odnajdą się w rywalizacji na najwyższym poziomie
- podkreślił.
Duże nadzieje reprezentanci wiążą również ze współpracą ze Stefanem Horngacherem, który wrócił do Polskiego Związku Narciarskiego w roli koordynatora systemu szkolenia.
Stefan jest cały czas przy nas i dzieli się swoją wiedzą. Widać efekty tej pracy, szczególnie u młodszych zawodników. Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek czy Klemens Joniak to najlepsze przykłady
- ocenił mistrz świata z Seefeld.
Mimo 36 lat Kubacki nie myśli jeszcze o końcu kariery. Przyznaje, że ostatni sezon nie był dla niego satysfakcjonujący, ale nadal wierzy w powrót do światowej czołówki. "Wiem, że fizycznie nadal mnie na to stać. Muszę poprawić technikę i wyeliminować błędy. Wciąż wierzę, że przede mną jeszcze dobre skoki i wiele pozytywnych emocji na skoczni" - zaznaczył.
To właśnie cierpliwość i konsekwencja były znakami rozpoznawczymi jego kariery. Kubacki największe sukcesy zaczął odnosić dopiero po trzydziestce, dlatego nie zamierza jeszcze stawiać kropki. Jak sam podkreśla, na podsumowania przyjdzie czas dopiero wtedy, gdy definitywnie zakończy skakanie.