Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Efekt Lewandowskiego w Chicago. Sześć goli i tysiące dodatkowych kibiców

Robert Lewandowski szybko stał się jednym z najważniejszych piłkarzy Chicago Fire. Polak zdobył sześć bramek w dziewięciu meczach MLS, a jego zespół od czasu transferu nie przegrał ligowego spotkania. Jego obecność przekłada się także na trybuny. Według dziennikarza MLSSoccer.com na mecze Fire przychodzi obecnie około pięciu tysięcy kibiców więcej.

Autor:

Od kiedy Lewandowski dołączył do Chicago Fire, strzelił sześć goli w dziewięciu meczach MLS, jego drużyna nie przegrała ligowego meczu, a na Soldier Field padł w środę rekord pod względem liczby widzów. Mimo to, zdaniem komentatorów, wciąż jeszcze ma pole do poprawy.

– Takiego piłkarza sprowadza się po to, żeby poprawił drużynę. To główny powód, dla którego Gregg Berhalter go tu ściągnął. Spisuje się dobrze. Nie jest na swoim najwyższym poziomie, myślę, że sam by to przyznał, ale strzela gole. Dobrze gra w MLS i sprawia, że zawodnicy wokół niego są lepsi

– analizował Calabrese, dziennikarz MLSSoccer.com i portalu Men in Red poświęconego klubowi z Chicago.

Jak ocenił, sytuacja Lewandowskiego w Fire jest pewną nowością w jego karierze, bo nie ma wokół siebie żadnych piłkarzy porównywalnego kalibru, a jego status jest podobny do tego, jaki ma w reprezentacji Polski, gdzie ciężar gry spoczywa na nim.

Dziennikarz zwrócił uwagę, że przyjście Polaka zmieniło styl gry Fire. Jego poprzednik w ataku, Belg Hugo Cuypers, odszedł w lipcu na własną prośbę do meksykańskiego CF Monterrey, kilka tygodni po transferze Lewandowskiego. W chwili odejścia prowadził w klasyfikacji strzelców MLS z 13 golami.

– Cuypers dużo biegał, dużo pressował, często się cofał. Lewandowski jest bardziej klasyczną „dziewiątką”, potrzebuje nieco więcej czasu przy piłce, więc to zdecydowanie zmieniło sposób gry drużyny. Myślę, że zespół wciąż się do tego przyzwyczaja. Cuypers był tu świetny, ale w przypadku Polaka mówimy o jednym z najlepszych napastników w historii. To się ułoży – powiedział.

Pytany o to, że Lewandowski w trakcie meczów często głośno upomina kolegów, Calabrese odparł, że na razie nie widzi w tym nic złego. Ocenił, że choć „Strażacy” mają w zespole sporo jakościowych piłkarzy, ale to pierwszy raz, kiedy trafił do zespołu, w którym jest niekwestionowaną gwiazdą, no może reprezentacją Polski – zauważył.

Rolę Lewandowskiego w szatni wysoko ocenia sam Berhalter. Po środowym meczu z Interem Miami, w którym Polak zdobył gola, trener podkreślił, że napastnik oddziałuje na drużynę nie tylko bramkami. - Komunikacja wzrosła tu prawdopodobnie pięciokrotnie, odkąd Robert jest z nami – dodał.

– Sądzę, że kierowanie grą i komunikacja bardzo urosły. Powodem jest to, że on chce wygrywać i pokazuje, że chce wygrywać. To ważne, bo jest zaangażowany w to, co się tutaj dzieje. Jego wpływ widać nie tylko na boisku, w golach, ale i poza nim

– tłumaczył szkoleniowiec.

Calabrese przypomniał, że Fire przez lata należeli do najsłabszych zespołów ligi.

– Przez większość z ostatnich 15 lat byli dość konsekwentnie najgorszą drużyną w MLS. Od dwóch lat to się zmienia dzięki obecnemu trenerowi, byłemu selekcjonerowi reprezentacji USA. Jego wpływ jest ogromny. W tym sezonie liczą na zdobycie MLS Cup, na mistrzostwo, co dwa lata temu byłoby nie do pomyślenia – powiedział dziennikarz.

Wpływ Polaka jest widoczny też poza boiskiem, ale według Calabresego nie jest to efekt tego rzędu, jakim było przyjście do ligi Lionela Messiego czy wcześniej Davida Beckhama.

– To nie jest zjawisko na miarę Messiego, co sprawia, że popularność drużyny w mieście eksploduje. Szczerze mówiąc, większość mieszkańców Chicago wciąż nie ma pojęcia, kim on jest. Ale dla tych, którzy już są kibicami piłki nożnej, i dla Polaków w USA, to coś ogromnego – zaznaczył.

Według niego Lewandowski przyciąga widzów nie tylko na mecze w Chicago, lecz także na spotkania wyjazdowe. Jako przykład podał potyczkę z Red Bull New York w Harrison w stanie New Jersey, gdzie trybuny wypełnili w dużej mierze Polacy. Wymienił też spotkanie w Seattle, które według niego zgromadziło najwyższą frekwencję sezonu na tamtejszym stadionie. Gospodarze z New Jersey promowali sierpniowy mecz z Fire jako „Polish Heritage Night” i ogłosili drugi w tym roku komplet widzów.

– Powiedziałbym, że na większość meczów przychodzi około pięciu tysięcy kibiców więcej, a wielu z nich to Polacy. To ma sens, bo Chicago ma drugą co do wielkości polską populację spośród wszystkich miast świata. Ale mówimy o wzroście z 25 do 30 tysięcy. To nie jest tak, że drużyna nagle eksploduje popularnością. Rekordowy mecz z Miami (przyszło 63 tys. widzów - PAP) był wyjątkiem, bo... przyjechał Messi

– zauważył.

Calabrese wskazał, że w USA status supergwiazdy, porównywalny z gwiazdami innych dyscyplin, mieli dotychczas tylko Messi, Cristiano Ronaldo i Beckham. Poziom niżej plasują się jego zdaniem m.in. Neymar, Erling Haaland i Amerykanin Christian Pulisic.

– Lewandowski jeszcze tego statusu nie ma. Może go zdobędzie, jeśli odniesie tu duży sukces, ale komercyjnie nie jest w USA szczególnie obecny – ocenił.

Autor:

Źródło: PAP, niezalezna.pl

NAJNOWSZE Sport