Szwajcarskie media rozpływają się w komplementach nad byłym kapitanem drużyny narodowej Helwetów Stephanem Lichtsteinerem. Były obrońca min. rzymskiego Lazio, Juventusu Turyn i Arsenalu Londyn, zamiast cieszyć się beztroskim życiem milionera, po powieszeniu butów na kołku, został... zegarmistrzem. Zamierza od podstaw, własnoręcznie stworzyć zegarek, który potem chce wystawić na aukcję, a dochód z jego sprzedaży przekazać na rzecz potrzebujących.
Lichtsteiner nie jest jedyną ex-gwiazdą, która po rozstaniu z futbolem całkowicie zmieniła zawód. Także w Polsce mamy mnóstwo przykładów sportowców, którzy po zakończeniu kariery wykonują niebanalne zajęcia. Co prawda idole kibiców, po przejściu do cywila”, najczęściej zostają trenerami, menedżerami lub ekspertami telewizyjnymi, to jest spora grupa byłych zawodników, którzy zaryzykowali i podjęli się zupełnie nowych wyzwań.
Jeden wozi węgiel, drugi robi pączki
Grzegorz Piechna. To nazwisko do dziś z sentymentem i szacunkiem wymieniają kibice Korony Kielce. Nazywany „Kiełbasą” napastnik był objawieniem sezonu 2006/2007, kiedy to strzelił dla zespołu ze Świętokrzyskiego 21 goli i został królem strzelców Ekstraklasy. Rok wcześniej zdobył miano najlepszego snajpera w I lidze. W reprezentacji Polski zagrał jeden mecz, również okraszony bramką. Przyczynił się do zwycięstwa Biało – Czerwonych w towarzyskim starciu z Estonią (3:1) w 2005 roku. Po zejściu z boiska pan Grzegorz wrócił do rodzinnego Opoczna, gdzie pracuje w należącym do teściowej składzie węgla. Piłkarz jest odpowiedzialny za dowóz materiału opałowego do klientów. Pomaga też matce żony w dystrybucji robionych przez nią przetworów wędliniarskich.
Natomiast 52- krotny reprezentant Polski, były skrzydłowy Wisły Kraków, niemieckiego Kaiserlautern, włoskiego Chievo Verona czy angielskiego Southampton – Kamil Kosowski, swój czas dzieli na pracę w Canal+ gdzie jest cenionym ekspertem oraz komentatorem meczów ligi angielskiej i na prowadzenie... pączkarni.
- Wszedłem w ten biznes zupełnie przypadkowo – opowiada „Niezależnej.pl” Kosowski. - Pewnego razu spotkałem się z kolegą, który świetnie sobie radzi w branży cukierniczej. Zaczął mi opowiadać o produkcji pączków. Zainteresowałem się tym i jak to u mnie bywa, od teorii szybko przeszedłem do praktyki. Udało się i dziś „Nasza Pączkarnia” ma swoje siedziby w Bielsku-Białej i w Katowicach. Poznałem cały proces produkcyjny i umiem zrobić pysznego pączka, ale pozostawiam to fachowcom. Zatrudniamy świetnych cukierników. Mamy w ofercie ponad trzydzieści rodzajów tych łakoci. Mnie najlepiej smakuje pączek z Raffaello, ale zapewniam, że u nas każdy znajdzie coś dla siebie – opowiada nam „Kosa”.
Dawni koledzy Kamila Kosowskiego z czasów wspólnej gry w Wiśle, również się nie nudzą. Maciej Żurawski miał sklepy z modną odzieżą w Krakowie, a Mirosław Szmkowiak sieć zakładów fryzjerskich. Natomiast Tomasz Frankowski wrócił do rodzinnego Białegostoku i „poszedł w politykę” zostając eurodeputowanym.
Politykiem został też legendarny trener polskich piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta. Po kadencji w Europarlamencie, w 2018 roku wygrał wybory samorządowe i został prezydentem Kielc. Szkoleniowiec, który doprowadził Biało – Czerwonych do wicemistrzostwa świata w 2007 roku i brązowego medalu mundialu dwa lata później, dziś już nie myśli o powrocie na ławkę trenerską, a swój kontakt z handballem ogranicza do kibicowania.
Politycznych ambicji nie miał natomiast jeden z najlepszych bramkarzy świata lat 80 – tych XX wieku, Józef Młynarczyk. Golkiper, który doprowadził Widzew do półfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (odpowiednik dzisiejszej Ligi Mistrzów), a potem triumfował w tych rozgrywkach z FC Porto oraz zrobił furorę na mistrzostwach świata w Hiszpanii w 1982 roku, skąd Polacy wrócili z brązowym medalem, dziś ma złożoną z kilkunastu TIR-ów firmę transportową.
Restauratorzy i deweloperzy
Na gastronomię postawił jeden z najlepszych piłkarzy ręcznych w historii tej dyscypliny – Karol Bielecki. „Kola”, jeszcze grając w Vive, otworzył w Kielcach restaurację, w której przebojem są pyszne steki i ryby halibut.
- Najeździłem się po świecie i widziałem mnóstwo fantastycznych miejsc, gdzie można przy kieliszku dobrego wina miło spędzić czas. Brakowało mi czegoś takiego w Kielcach. Dlatego wpadłem na pomysł, by otworzyć Solną 12 - opowiada Bielecki.
O popularności restauracji byłego piłkarza ręcznego decydują przede wszystkim znakomite wina i jedzenie. - Mamy kilkanaście gatunków czerwonych i białych win, głównie włoskich i hiszpańskich. Szczególnym powodzeniem cieszy się Canace nero di troia - zdradza Karol.
Na gastronomię postawił też młodzieżowy mistrz Europy z 2001 roku i zdobywca Pucharu Polski z Lechem Poznań – Łukasz Madej, który w centrum Łodzi otworzył włoską restaurację „Angelo”. - Kocham Italię. Tą mentalność, styl bycia, słońce, tą ich dolce vita. No i kuchnię. Wymyśliłem sobie, że założę w Łodzi prawdziwą włoską restaurację. Nie taką z podróbami włoskiej pizzy, ale z menu złożonym z ryb, owoców morza, z pysznie przyrządzonych mięs i dobrych win – opowiada piłkarz. – Sam nie gotuję, bo mam świetnych kucharzy, ale wszystkiego próbuję. Decyduję, jakie danie włączamy do karty. Nie chwalę się, ale najlepiej „schodzącą” potrawą są krewetki w maśle czosnkowym, które wymyśliłem – śmieje się skrzydłowy, który zagrał w 452. meczach Ekstraklasy.
Spore grono byłych sportowców zainwestowało w deweloperkę. Najlepszym tego przykładem jest ex- bramkarz min. Manchesteru United Tomasz Kuszczak, który ma w Rewie ekskluzywny pensjonat i buduje osiedla pod Gdynią. Na hotelarstwo i turystykę postawił również były napastnik reprezentacji Polski Radosław Matusiak, który jest właścicielem urokliwego pensjonatu w górach,a jeszcze w czasach kariery zawodniczej, z powodzeniem grał na giełdzie papierów wartościowych.
Strażacy, aktorzy i strażniczka miejska
Ciekawy sposób na życie znalazł sobie po zejściu z ringu srebrny medalista olimpijski w boksie z Igrzysk w Moskwie (1980) Paweł Skrzecz, który został aktorem. Fani polskiego kina do dziś z rozrzewnieniem wspominają jego kapitalną drugoplanową rolę policjanta w kultowej komedii Olafa Lubaszenki „Chłopaki nie płaczą”.
Swoje przeznaczenie na planie filmowym odnalazł również były rekordzista Polski w rzucie dyskiem Dariusz Juzyszyn. Zbudowany jak atleta sportowiec, specjalizuje się w rolach twardzieli. Na szklanym ekranie debiutował w 2001 roku, w wyreżyserowanym przez Jerzego Kawalerowicza filmie „Quo Vadis”.
Choć obu panom nie można odmówić talentu aktorskiego, to w zgodnej opinii krytyków przed kamerą najlepiej radził sobie, nieżyjący już trzykrotny mistrz Europy i brązowy medalista olimpijski w boksie, Leszek Drogosz. „Czarodziej ringu” zadebiutował w 1966 roku w filmie „Bokser”, a w sumie wystąpił w czternastu produkcjach telewizyjnych.
Na resort mundurowy postawiła za to mistrzyni Europy i Polski w judo Bogusława Olechnowicz, która po ukończeniu studiów pracowała jak strażniczka miejska, a dziś jest wykładowcą taktyki i techniki interwencji w Wyższej Szkole Policyjnej w Słupsku.
Tomasz Czubak, którego rekord Polski w biegu na 400 metrów jest niepobity już od 22. lat, po zejściu z lekkoatletycznych aren został strażakiem. Ten sam zawód wykonuje również mistrz olimpijski z Soczi (2016), panczenista Zbigniew Bródka, który służy w jednostce gaśniczo – ratowniczej w Komendzie Państwowej Straży Pożarnej w Łowiczu.
- Nieważne co się robi. Grunt, by po rozstaniu ze sportem umieć znaleźć swoje miejsce w życiu, a nowe zajęcie sprawiało satysfakcję – uważa Łukasz Madej. I ta prawda dotyczy nie tylko byłych wyczynowych zawodników, ale każdego z nas.