W niezwykle udanych dla Polski mistrzostwach Europy w Zurychu zdobyliśmy 12 medali. Srebro w maratonie wywalczył dla nas Yared Shegumo – urodzony w Etiopii biegacz, który do wielkiego sportu trafił prosto z ośrodka dla uchodźców w podwarszawskich Otrębusach. Jego sylwetkę przedstawia "Gazeta Polska Codziennie".
Kariera „Jarka” mogłaby posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. Zacząłby się on od dramatycznej decyzji o ucieczce z ogarniętego wojną domową kraju – Yared bał się przymusowego poboru do armii. Miał zaledwie 16 lat, kiedy odłączył się od reprezentacji swojego kraju na mistrzostwa świata kadetów, które rozgrywano w 1999 r. w Bydgoszczy. Biegał wtedy na 400 m i nie znał żadnego obcego języka.
Trafił do ośrodka w Otrębusach, bo skierował go tam spotkany przypadkowo na Dworcu Centralnym Etiopczyk. Ponieważ był sportowcem i chciał trenować, ktoś poradził mu, żeby pojechał do największego warszawskiego klubu – Legii. Niestety jego zdziwienie było ogromne, kiedy okazało się, że nie ma ona już sekcji lekkoatletycznej, a po bieżni na stadionie przy Łazienkowskiej pozostały jedynie wspomnienia.
– Nawet nie wiedziałem do końca, gdzie jestem. Poland pomyliło mi się z Holland – żartuje, wspominając swoje początki w nowej ojczyźnie.
Ludzie z sekcji piłkarskiej pomogli mu jednak skontaktować się z trenerami stołecznej Polonii.
I właśnie na Konwiktorskiej Yared znalazł drugi dom, bo tam zaopiekowano się nim, nakarmiono i ubrano. Jego trenerem został Janusz Wąsowski.
Kariera Shegumo nie potoczyła się jednak tak, jak sobie wymarzył. Brak sukcesów spowodował utratę stypendium – obywatelstwo w 2003 r. przyznał mu prezydent Aleksander Kwaśniewski – pozbawiony dochodów biegacz zdecydował się na zarobkowy wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako magazynier pod Birmingham.
Do Polski wrócił w 2012 r. i zrezygnował z biegów na 800, 1500, 3000 i 5000 m, koncentrując się na maratonie.
I to okazało się jego najlepszą sportową decyzją w życiu. Szybko się okazało, że w naszym kraju nie ma sobie równych w tej konkurencji. Dzięki temu znalazł stałego sponsora – PZU, co zapewniło mu nareszcie stałe dochody.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".
Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Artur Szczepanik