Spotkanie było absolutnym szlagierem 12. kolejki ekstraklasy, a wszystkie bilety sprzedano na długo przed meczem, a frekwencja jest jedną z najlepszych w ciągu ostatnich lat.
Legioniści w ciągu pół godziny zaaplikowali poznaniakom trzy bramki i emocje praktycznie się skończyły. Trafienie Bartosza Ślusarskiego w końcówce spotkania było tylko „golem na otarcie łez”.
Mimo zwycięstwa Legii, trudno jednak mówić o jednostronnym pojedynku. Goście po prostu niczym rasowy bokser wypunktowali lechitów. Każdy błąd defensywy, a tych gospodarze popełniali sporo, był bezwzględnie wykorzystywany przez podopiecznych Jana Urbana. Być może jedną z przyczyn takiej postawy był brak kontuzjowanego Manuela Arboledy, którego zastąpił Marcin Kamiński. Uczestnik Euro 2012 grał bardzo niepewnie.
Po zmianie stron legioniści usatysfakcjonowani wysokim prowadzeniem oddali pole rywalom, ale Lech miał tylko przewagę w posiadaniu piłki. Sporo akcji Kolejorza kończyło się przed polem karnym rywali, defensorzy Legii skutecznie też zastawiali pułapki ofsajdowe. Nadzieje gospodarzy odżyły w 74. min - po ładnej akcji Karola Linetty i Huberta Wołąkiewicza, w końcu przełamał się Ślusarski. Lech podkręcił tempo, momentami zamykał przeciwnika na jego połowie, ale wynik nie uległ zmianie.

