"Ten mecz spokojnie był do wygrania. Początki obydwu setów były dobre, bo i tu i tu ją przełamałam, więc prowadziłam. Właściwie nie wiem, co się stało w końcówkach setów, gdy od 4:4 zaczynałam grać słabiej. Czekałam na jej błąd i grałam za mało agresywnie, no się potoczyło, jak się potoczyło" - powiedziała po meczu Radwańska.
Już w trzecim gemie meczu krakowianka przełamała podanie rywalki, dzięki czemu chwilę później objęła prowadzenie 3:1, a następnie 4:2. W tym momencie, w siódmym gemie, nie wykorzystała dwóch "break pointów".
Nagle wyraźnie Radwańska się pogubiła i przegrała kolejne pięć gemów do stanu 0:1 w drugim secie, którego początek był kopią pierwszego. Tym razem jednak swoista "zapaść" zaczęła się wcześniej, albowiem od stanu 3:1 przegrała trzy następne gemy.
Polka wyrównała co prawda na 4:4, ale w dziesiątym gemie znów pozwoliła się przełamać. Zanim do tego doszło, obroniła dwa meczbole.

