Ubrany w czarny dres i niebieską koszulkę polo, od pierwszego gwizdka niemieckiego arbitra Wolfganga Starka stał tuż obok długiej ławki rezerwowych. Podparty pod boki bądź z rękami splecionymi z tyłu albo na klatce piersiowej. Trzy kroki do przodu, dwa do tyłu, ale niemal cały czas w ruchu. Tylko chwilami, głównie gdy akcja przenosiła się na połowę rywali, opierał się o dach.
W 37. minucie biało-czerwoni stracili gola. Smuda starał się zachować spokój i brawami zmobilizować podopiecznych. Zawołał do siebie kapitana Jakuba Błaszczykowskiego i dał mu kilka wskazówek. Po chwili kamery pokazały jego zamyśloną i zafrasowaną twarz, jakby szukał sposobu, który pomoże odwrócić losy meczu.
W przerwie selekcjoner Polaków nie dokonał zmian. Krótko po wznowieniu gry w dobrej sytuacji znalazł się Robert Lewandowski, ale rosyjski bramkarz zdołał wybić piłkę. Smuda akcję nagrodził brawami i gestami zachęcał piłkarzy, by nie cofali się za bardzo, a naciskali rywali.
W 57. trener wreszcie miał powody do radości. Jakub Błaszczykowski pięknym strzałem lewą nogą doprowadził do wyrównania.

